BETIS-REAL 0-5 Manita w Sewilli

Betis Real Madryt 0-5 styczeń 2014   Kiedy drużyna aspirująca do mistrzowskiego tytułu gra z outsiderem ligi, każdy inny wynik niż jej zwycięstwo jest niespodzianką. Powiem więcej: wygrana powinna być okazała, co najmniej różnicą 3, 4 bramek. Takiego wyniku oczekiwałem więc od Realu grającego w Sewilli z zamykającym tabelę Betisem, który na półmetku zgromadził zaledwie 11 punktów. Królewscy spełnili oczekiwania, ale dzisiaj przyszło im to wyjątkowo łatwo. Czy byliśmy świadkami wielkiego widowiska z dużą przewagą gości? Nie. Czy Blancos przeprowadzali liczne groźne i składne ataki? Nie. Czy kotłowało się pod bramką przeciwnika? Po raz trzeci nie. Mecz ustawiła piękna bramka Cristiano Ronaldo strzelona w 10 minucie. Atomowy strzał z 25 metrów, przy którym bramkarz nawet nie drgnął. Potem tradycyjna nijakość w atakach – Królewscy pozwalali gospodarzom prowadzić grę i liczyli na kontry, jednak zawodziła dokładność podań lub gapiostwo napastników łapanych na spalonym. W 26 minucie rzut wolny z 20 metrów na kolejną bramkę zamienił Gareth Bale. Warto zaznaczyć bierną postawę Andersena w bramce Betisu przy strzale Walijczyka. Przez następne 20 minut działo się niewiele z powodów opisanych wyżej. Betis grał słabo, Real niewiele lepiej. W ostatniej minucie 1 połowy piękną akcję Modricia wykończył Benzema, strzelając swojego gola nr 100 w barwach Realu Madryt. Tak oto trio BBC zaliczyło kolejny dobry występ.
   Trzybramkowe prowadzenie na tyle uspokoiło gości, że 2 połowa była już tylko formalnością. Betis atakował, Real kontratakował, i gdyby zawodnicy podawali celniej, wynik byłby dwucyfrowy. W 62 minucie fantastyczną petardą z 30 metrów popisał się Di María i strzelił 4 gola. Sytuacji było więcej – w sumie madrytczycy oddali ponad 20 strzałów, ale też zbytnio się nie przemęczali i nie forsowali tempa (wszak już we wtorek ćwierćfinał Copa del Rey). Najlepiej obrazuje to sytuacja z 87 minuty, gdy był rzut rożny dla Realu. Wynik 4-0, nie ma czego bronić, kilku zawodników w polu karnym przeciwnika, tymczasem piłka zostaje zagrana do tyłu i wraca na własną połowę. Jednak gol nr 5 i tak padł – w samej końcówce wynik ustalił Morata wykorzystując asystę nożycami Cristiano Ronaldo. Nie wypada narzekać, gdy pada 5 bramek i w kolejnym, 5 z rzędu spotkaniu drużyna nie traci gola, dlatego odnotujmy dobry i efektowny występ. Owszem, mogło być lepiej, bo Betis był wyjątkowo słabo dysponowany, ale to i tak dopiero drugi taki wynik w tym sezonie (poprzednio z Almerią). Przy okazji kolejny jubileusz – było to zwycięstwo nr 500 w trenerskiej karierze Carlo Ancelottiego. Gratulacje Carlito, tak trzymać.
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: