REAL-OSASUNA 2-0 Skromna wygrana na Bernabéu

   Real Madryt pokonał dzisiaj na Bernabéu w pierwszym meczu 1/8 finału Copa del Rey Osasunę 2-0 i jest w komfortowej sytuacji przed rewanżem za tydzień. Właściwie na tym jednym zdaniu najchętniej bym poprzestał bowiem występ Królewskich nie należał do udanych. Z outsiderami ligi Real powinien wygrywać różnicą 4 lub 5 bramek, stwarzając wiele sytuacji i oddając kilkanaście celnych strzałów na bramkę rywala. Tak być powinno gdy mówimy o starciu mocarza ze słabeuszem. Rezczywistość jest inna. Madrytczycy grają słabo, niemal tak kiepsko jak na początku sezonu (tylko teraz nie da się tego usprawiedliwić nowym trenerem i potrzebą zgrania), a oglądanie ich siermiężnego futbolu nie sprawia przyjemności. Właściwie mógłbym powtórzyć komentarz sprzed 3 dni – różnica tylko taka, że otwierająca wynik bramka padła w już 1 połowie (główka Benzemy po stałym fragmencie gry). Z kolei po przerwie było tylko nieco lepiej. Real grał wolno i schematycznie nie stwarzając wielu groźnych sytuacji. 2 gol padł nie po pięknej akcji gospodarzy, lecz po karygodnym błędzie obrońców Osasuny, który wykorzystał Jesé. W nielicznych dogodnych sytuacjach wzorowo pudłowali Beznema i Cristiano Ronaldo, który nawet raz zatrzymał niezły strzał Bale’a (to akurat przypadek, że stał na linii strzału, lecz ta sytuacja świetnie obrazuje kompletny chaos, jaki panuje w ataku Blancos). Godnych oklasków akcji było tyle, co kot napłakał, i choć rewanż powinien być formalnością, obecna dyspozycja Realu budzi poważny niepokój. Drużyna zatraciła swą główną broń – nie umie przperowadzać szybkich kontrataków. Zawodnicy grają niedbale, podają niecelnie, mało wychodzą na pozycje, gra jest rwana i mało efektowna. Wyników półrocznej pracy Carla Ancelottiego nie widać. Może forma nadejdzie w odpowiednim momencie, lecz na razie zęby bolą od patrzenia na kolejne niecelne podania, bezproduktywne wrzutki, ślimacze tempo i brak pomysłu na ciekawe rozegranie i rozerwanie obrony rywala w nieszablonowy sposób. Równie mocno niepokoi zadowolenie trenera, dla którego każdy mecz jego drużyny jest świetny, a każdy rywal niezwykle wymagający. Nawet ten z III ligi. To z kim u licha Real ma zaprezentować swój kunszt i wygrywać różnicą kilku bramek? Jeśli to jest obiecywany „spektakularny futbol”, to polecam trenerowi obejrzenie już niekoniecznie tylko Barcelony czy Borussi, ale któregokolwiek z meczów ligi angielskiej, gdzie jest finezja, polot, walka o każdą piłkę i gra do przodu, a nie ciągłe unikanie dryblingów i cofanie gry do obrońców. Czy 3 dni wystarczą na polepszenie stylu i wygraną w Barcelonie z Espanyolem? Nie sądzę, ale to w końcu Real – Dr. Jekyll i Mr. Hyde. Może więc w niedzielę zobaczymy to pierwsze oblicze? Może wreszcie zafunkcjonuje dokładność i zabójczy kontratak, bo bez tego można zapomnieć o wygraniu ligi hiszpańskiej. I czegokolwiek innego….
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: