BOSTON Life, Love And Hope

Boston Live Love Hope recenzjaBOSTON
Life, Love & Hope
2013

W roku 2013 było sporo zaskoczeń i niespodziewanych muzycznych powrotów. Jeden z nich zafundowano nam w samej jego końcówce – w grudniu ukazał się nowy album grupy Boston, amerykańskiej legendy soft rocka, której nie słyszeliśmy od 11 lat, a jej największe dzieła powstały w latach 70. W zasadzie dotyczy to debiutanckiego krążka z 1976 roku, sprzedanego w USA w liczbie ponad 17 mln egzemplarzy! Siłą rozpędu kolejny album z 1978 roku znalazł 7 mln nabywców, a reszta… reszta jest milczeniem. Coraz słabiej, coraz mniej, czego efektem była kompletna cisza – bo przecież 6 płyt w ciągu niemal 40 lat kariery to żaden wynik. Co więc przynosi ta najnowsza, za Oceanem z góry skazana na sukces? Dokładnie to samo, co kiedyś. Skład się zmienił, niemal każdą z piosenek śpiewa teraz ktoś inny, ale kompozycje Toma Scholza są dokładnie takie same. Czasy się zmieniły – on nie. Nie wylansuje już hitów typu More Than A Feeling czy Amanda, ale fanów kapeli nową starą muzyką na pewno zadowoli. Czy kogoś więcej? Nie sądzę. Przyznam szczerze, że nie lubię takiego nijakiego grania, które może nie przeszkadza, ale przemija bez echa. Ale taki właśnie był Boston, więc też trudno mieć za złe, że nie zmienił stylu. Nie potrafię jednak chwalić Scholza na mało wyraziste kompozycje stąd też nie wyróżnię żadnej z nich – dla mnie wszystkie są identyczne. Słucha się tego mimo wszystko sympatycznie więc 2 gwiazdki się należą. W kraju kowbojów będzie hit, w Europie moim zdaniem przejdzie bez echa.
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: