KATTY PERRY Prism

Katy Perry Prism recenzjaKATTY PERRY
Prism
2013
altaltaltaltalt

Świat popu rządzi się swoimi prawami, a 3 lata to niemal wieczność. Tyle właśnie czekali fani Katy Perry na jej nowy krążek. Zwykle unikam opisywania płyt popowych, bo rzadko są godne uwagi, niemniej z fascynacją śledzę karierę tej przeciętnej urody dziewczyny, którą w ciągu 5 lat wykreowano na prawdziwą boginię seksu. Broń Boże nie ujmuję jej talentu, ale wizerunek to dzisiaj podstawa i odpowiedni image może znaczyć więcej niż sama muzyka (patrz: Lady GaGa, której płyty nie będę recenzował, bo nie ma o czym pisać), a w teledysku do Roar Katy Perry jest drapieżna, seksowna i tak apetyczna, że…. Myślę, że to może rzutować na ocenę płyty, ale nie mogę się uwolnić od tej piosenki. Bardzo dobrej piosenki. Podobnie było 5 lat temu z I Kissed A Girl. Inne kawałki zupełnie mnie nie ruszały i nie rozumiałem tego całego szumu. Katy Perry uznałem za dobrze przygotowany produkt, nic więcej. Prism trochę zmienia moje spojrzenie. To nadal produkt, ale Katy naprawdę potrafi śpiewać, zaś duża część materiału jest całkiem niezła. Niezwykle dojrzała i znacznie lepsza niż na poprzednich krążkach.
   W przypadku popu wszystko już było i trudno oczekiwać nowatorstwa. Tu liczy się co innego – umiejętność tworzenia dobrych i różnorodnych piosenek. Nie mówię o świetnej produkcji, brzmieniu, itp., bo to norma u topowych artystów. Mówię o czymś nieuchwytnym, co powoduje, że album nie nudzi już przy trzecim kawałku. Wiecie, czego oczekiwać od Katy Perry? Pewnie tak. Na Prism dostaniecie to, co zawsze, i jeszcze więcej. Nie są to błahe piosenki na jedno kopyto. Jest różnorodność, są nowoczesne aranże i dobre melodie, a pierwsza połowa albumu to same murowane hity (jeśli tylko wyjdą na singlach). Każda jedna kompozycja ma potencjał. Potem to już trochę męczy (bo ta różnorodność też ma granice – w końcu to tylko prosty pop), ale nie ma kawałków kompletnie nietrafionych. O singlowym Roar już pisałem – świetna piosenka, dobrze zaśpiewana, zilustrowana drapieżnym wideoklipem (owszem, kolorowym i nieco tandetnym, ale i tak przynoszącym zmianę w stosunku do cukierkowatej, mocno przesłodzonej stylistyki poprzedniej płyty). Legendary Lovers poza chwytliwym refrenem urzeka etnicznymi wstawkami (arabski chórek), Birthday to lekki ukłon w stronę klasycznego disco. Doskonałe są house’owe motywy i chóry w Walking On Air czy pulsujący bit w Dark Horse (hip-hopowo udziela się tu Juicy J). Każda z tych piosenek jest na swój sposób znakomita i każda jest inna. To sporo jak na jeden album, a przecież mógłbym dalej wymieniać. Katy Perry nagrała dobry, równy i wyważony album. Może rozwód z Russellem Brandem wyszedł jej na zdrowie? Dojrzała, dorosła, nabrała apetytu na sukces (nie na darmo w Roar śpiewa „I’m a tiger, I’m a champion”). Prism na pewno go osiągnie umacniając pozycję Katy Perry na samym topie popowych artystów.
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: