MORCHEEBA Head Up High

Morcheeba Head Up High recenzja Skye EdwardsMORCHEEBA
Head Up High
2013

Pod koniec lat 90-tych brytyjska grupa Morcheeba i jej ciepła wokalistka Skye Edwards szturmem podbili serca słuchaczy kołyszącym trip-hopem. Debiutancki krążek Who Can You Trust? był jedną z lepszych płyt roku 1996, chociaż prawdziwa popularność przyszła nieco później, gdy zespół skręcił w kierunku popu. Tak to już jest – sukces wymaga kompromisów. Nadal jednak brzmienie kapeli było świeże i obiecujące. Potem bywało różnie, Skye odeszła, by po kilku latach powrócić do składu i nagrać niezły Blood Like Lemonade.
   Wydany 3 lata później Head Up High to drugi album nowej Morcheeby. Niestety, daleko mu do poziomu poprzednika, że o płytach z lat 90. nawet nie wspomnę. Zaczyna się znakomicie – singlowy numer Gimme Your Love to powrót do starych brzmień. Świetna melodia, transowy podkład, głos Skye czaruje jak niegdyś, wszystko na swoim miejscu. Następny Face Of Danger jest szybszy, energetyczny, klimat zdecydowanie bliższy stylistyce popu, dodatkowo ubarwia go rapujący przez chwilę Chali 2Na. I to tyle pozytywów. Od kolejnego kawałka wszystko zaczyna się walić. Utwory są nijakie, melodie miałkie, coraz mniej w tym serca, a więcej produkcji i sztuczności. Nie powiem, że to nie może się podobać – może, bo Skye śpiewa ładnie i nie można jej niczego zarzucić. Problemem są same kompozycje. Morcheeba zawsze miała wyższe ambicje niż tworzenie prostych popowych pioseneczek, od których aż się roi na nowym albumie. Stylistyczny miszmasz, reprezentowane są niemal wszystkie gatunki, do tego zaproszeni goście co chwila przeszkadzają (bo trudno mówić, że ubarwiają nagrania). To taki dobrze zapakowany produkt. Papier lśni, kokarda jest elegancka, ale po ich zerwaniu to zwykła tandeta. Lubię Skye, lubię Morcheebę, lubię trip-hop, ale tutaj niewiele z tego zostało. Prosta taneczna muzyka, trochę inna niż Lady Gaga, ale nie tak znowu odległa (drugiej części Head Up High po prostu nie da się słuchać). Liczyłem na znacznie więcej. Przynajmniej na powtórkę Blood Like Lemonade. Na urzekający klimat i dobre melodie. Te są lecz tylko w dwóch kawałkach (może na siłę coś tam bym jeszcze dobrał). To za mało, nie tylko jak na moje oczekiwania, ale jak na potencjał twórczy obu braci Godfreyów. Może za 3 lata…
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: