REAL-K?BENHAVN 4-0 Wysoka wygrana po koncercie dwóch graczy

Real Kopenhaga 4-1   Po wielu słowach krytyki za dwa ostatnie występy Real Madryt zwarł szyki i dzisiaj stanął na wysokości zadania pokonując na Bernabéu Kopenhagę 4-0 w drugiej kolejce Ligi Mistrzów. Te rozgrywki to na razie domena Królewskich, którzy mają na koncie już 10 strzelonych bramek. Wprawdzie mistrz Danii nie był zbyt wymagającym przeciwnikiem, a jedyne groźne sytuacje stworzył w ostatniej minucie meczu (w bramce świetnie spisał się bezrobotny wcześniej Casillas), jednak Real też nie jest w formie więc te 4 bramki cieszą i pozwolą zdjąć wielką presję z zawodników i trenera. Pracy przed nimi nadal wiele bowiem wynik był znacznie lepszy niż gra drużyny.
   Królewscy rozpoczęli z wielkim animuszem, lecz optyczna przewaga nie przekładała się na sytuacje bramkowe. Swoje szanse mieli Benzema i Di María, ale jedyną bramkę w pierwszej połowie zdobył Cristiano Ronaldo po świetnym dośrodkowaniu Marcelo. Ponieważ nie można w kilka dni nadać drużynie stylu, gra Realu była rwana i niedokładna, ale jedno trzeba oddać: zawodnicy biegali, starali się i nie odpuszczali. Prawdą też jest, że nie bardzo mieli pomysł na zmasowaną obronę Duńczyków i stosowali bezproduktywne angielskie wrzutki.
   W drugiej połowie mimo w/w błędów dominacja Blancos była jeszcze większa, a kolejne bramki były tylko kwestią czasu. W 66 minucie kapitalną asystą popisał się Di María (aż trudno uwierzyć, jak zagrał piłkę) i 2 gola zdobył niezawodny Cristiano Ronaldo. Chwilę później swojego gola strzelił także Argentyńczyk. Gdy wydawało się, że rozluźniony Real pójdzie za ciosem, tempo meczu siadło i niewiele się działo do samej końcówki, kiedy to po błędzie obrońców świetnie dysponowany tego dnia Di María zaliczył swoje drugie trafienie, ustalając wynik spotkania na 4-0.
   Real wygrał wysoko i efektownie chociaż gra nadal jest daleka od ideału. Brawa dla trenera, że wyciągnął wnioski, posadził na ławce drewnianego Arbeloę i niepewnego Ramosa (po wyleczeniu kontuzji do gry powrócił Varane), zmobilizował chłopaków i nastawił ich ofensywnie. Szkoda tylko, że znów stawia na słabego Benzemę, a dwaj młodzi i szybcy hiszpańscy napastnicy chyba już do końca będą grywać ogony (Morata wszedł na 15, Jesé na 10 minut). Ile jeszcze sytuacji musi zepsuć Francuz, by trener zauważył jego kiepską dyspozycję? Obserwując poczynania innych napastników w wielkich drużynach uważam, że kredyt zaufania dla Benzemy dawno się wyczerpał. Nie bardzo też wiem, dlaczego Illarramendi był tak drogi, bo na razie niczego nie pokazuje. Wielki mecz Di Maríi, który wysyła sygnał Bale’owi, że ten jeśli chce grać, musi najpierw go wygryźć ze składu. Na razie jednak Anglik nie ma okazji zaprezentować swoich walorów, bo więcej czasu niż na boisku spędza w gabinetach lekarskich. Warto też wspomnieć, że Cristiano Ronaldo po 2 meczach ma na swoim koncie 5 trafień. Szacunek!
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: