PLACEBO
Loud Like Love
2013





Niemal popowy Placebo śpiewający głośno o miłości? Ano takich czasów dożyliśmy… Wydany po 4 latach przerwy nowy krążek brytyjskiej formacji ucieszy fanów, ale czy kogoś więcej? Tutaj mam wątpliwości. Pozornie wszystko jest na miejscu – chwytliwe melodie, przebojowe riffy, charakterystyczny wokal. Ale jednak czegoś brakuje. Gdy odniesiemy to, co proponują dziś chłopaki z Placebo, do ich pierwszych dokonań, wyjdzie czarno na białym, że trochę przedobrzyli. Tam był klimat i świeżość, aura tajemniczości, tutaj mamy ograne riffy i banalne melodie. Zamiast rockowego zacięcia kierunek zdecydowanie popowy. Przykłady? Zilustrowany ciekawym teledyskiem lecz kompletne bezbarwny singlowy numer Too Many Friends lub otwierający płytę miałki Loud Like Love. Lubiłem kiedyś tę kapelę i myślę, że nie tędy droga. Równie słabo jest w leniwe snujących się wolnych numerach A Million Little Pieces czy Begin The End. Jak pisałem – tylko dla fanów, oni wszystko wybaczą.
Jednak żeby nie tylko narzekać, skupmy się na pozytywach, bo album Loud Like Love takie też zawiera. W końcu każda płyta Placebo miała słabe kawałki, ale te lepsze wynagradzały to z nawiązką. Exit Wounds nudzi przez 2 minuty, by potem rozwinąć się do naprawdę niezłego finału. Hold On To Me to może bardzo prosta, ale po prostu dobra piosenka, ładna i przebojowa, a zwolnienie w środku i sama końcówka – miodzio… Dla mnie numer jeden na albumie. Z kolei Scene Of The Crime to murowany hicior, jeśli tylko wypuszczą go na małej płytce. Nic wielkiego ale nogi same chodzą, podobnie jak przy kawałku Rob The Bank, chyba najbardziej przebojowym w zestawie. W tych wszystkich kawałkach można odnaleźć coś z ducha klasycznych numerów kapeli. Jest jeszcze Bosco – ładna, choć niepotrzebnie rozciągnięta aż do 7 minut ballada na samym końcu. Fortepian i głos, potem smyki i delikatna perkusja. Jak więc to wszystko pozbierać okaże się, że nie jest tragicznie, choć z pewnością na Loud Like Love mogło i powinno być lepiej. Może za bardzo chcieli, może czasy i oczekiwania inne, a może po prostu ja zawsze muszę trochę ponarzekać?
Szum robiony od wielu miesięcy wokół albumu, liczne zapowiedzi, wypowiedzi i komentarze, wszystko to podgrzewało atmosferę i oczekiwania rosły. Dzisiaj często medale przyznaje się za zasługi i nie ma znaczenia jakość nowego materiału. Ma być prosto i hitowo – no to tak jest. A wszyscy szukający czegoś więcej mogą zawsze sięgnąć po starsze płyty zespołu (trzy pierwsze, bo potem bywało różnie). Ta najnowsza nie jest zła (miewali gorsze), ale nie jest też dobra (miewali lepsze). Akurat na 2 solidne gwiazdki.
Jednak żeby nie tylko narzekać, skupmy się na pozytywach, bo album Loud Like Love takie też zawiera. W końcu każda płyta Placebo miała słabe kawałki, ale te lepsze wynagradzały to z nawiązką. Exit Wounds nudzi przez 2 minuty, by potem rozwinąć się do naprawdę niezłego finału. Hold On To Me to może bardzo prosta, ale po prostu dobra piosenka, ładna i przebojowa, a zwolnienie w środku i sama końcówka – miodzio… Dla mnie numer jeden na albumie. Z kolei Scene Of The Crime to murowany hicior, jeśli tylko wypuszczą go na małej płytce. Nic wielkiego ale nogi same chodzą, podobnie jak przy kawałku Rob The Bank, chyba najbardziej przebojowym w zestawie. W tych wszystkich kawałkach można odnaleźć coś z ducha klasycznych numerów kapeli. Jest jeszcze Bosco – ładna, choć niepotrzebnie rozciągnięta aż do 7 minut ballada na samym końcu. Fortepian i głos, potem smyki i delikatna perkusja. Jak więc to wszystko pozbierać okaże się, że nie jest tragicznie, choć z pewnością na Loud Like Love mogło i powinno być lepiej. Może za bardzo chcieli, może czasy i oczekiwania inne, a może po prostu ja zawsze muszę trochę ponarzekać?
Szum robiony od wielu miesięcy wokół albumu, liczne zapowiedzi, wypowiedzi i komentarze, wszystko to podgrzewało atmosferę i oczekiwania rosły. Dzisiaj często medale przyznaje się za zasługi i nie ma znaczenia jakość nowego materiału. Ma być prosto i hitowo – no to tak jest. A wszyscy szukający czegoś więcej mogą zawsze sięgnąć po starsze płyty zespołu (trzy pierwsze, bo potem bywało różnie). Ta najnowsza nie jest zła (miewali gorsze), ale nie jest też dobra (miewali lepsze). Akurat na 2 solidne gwiazdki.
