AXEL RUDI PELL Circle Of The Oath

Axel Rudi Pell Circle Oath recenzjaAXEL RUDI PELL
Circle Of The Oath
2012

altaltaltaltalt

Axel Rudi Pell to muzyk mało znany w Polsce, zwłaszcza w porównaniu z Niemcami, gdzie ma pozycję kultowego heavymetalowego gitarzysty. 30 lat na scenie, 15 albumów na koncie (plus 4 z zespołem Steeler, w którym rozpoczynał karierę) i chociaż facet od lat gra to samo i tak samo, ma spore grono wiernych fanów. To nie powinno dziwić gdyż Axel zawsze prezentuje solidne rzemiosło rockowe. Dokładnie tak samo jest na najnowszym krążku Circle Of The Oath. Powiem nawet, że jest tu znacznie ciekawiej niż na kilku poprzednich. Wokalista Johnny Gioeli, który od kilkunastu lat śpiewa w zespole Axela, przypomina mi trochę nieodżałowanego Dio. Nie chodzi tylko styl śpiewania czy rasowy głos, ale cały album ma podobną strukturę i klimat. Proste, rockowe granie, bez zbędnych udziwnień, z chwytliwymi refrenami i dużą dawką klasycznych solówek gitarowych. Dla miłośników czadu sporo ostrych, dynamicznych kompozycji (polecam zwłaszcza Fortunes Of War Ghost In The Black, ale pozostałe też nie odstają), zwolennicy rozbudowanych form także znajdą coś dla siebie (3 utwory trwające ponad 9 minut). Krótko mówiąc: everybody happy.
Otwarcie przyznam, że ja jestem w tej drugiej grupie i cenię Axel Rudi Pell właśnie za te dłuższe kompozycje, które urozmaicają wydawnictwo i bardzo podnoszą jego wartość. Problemem Circle Of The Oath jest pewien schematyzm, ale to nic nowego dla niemieckiego gitarzysty. Gra świetnie, jednak kompozycje są podobne i w większej dawce mogą nieco znużyć. W tych rozbudowanych jest lepiej, Axel ma więcej możliwości wykazania się swoim kunsztem. Kompozycja tytułowa Circle Of The Oath ma długi (zbyt długi?) gitarowy wstęp, by potem już sunąć do końca w równym, dostojnym tempie. Wokal Gioeliego ma początkowo inną barwę, ale po chwili wszystko wraca do normy, zaś lekko orientalny motyw i solówka Pella wynagradzają czekanie. Lepiej jest w Bridges To Nowhere – akustyczny początek (tym razem krótki) i konkretne, mocne granie, aż szkoda, że tylko przez 7 minut. Za to ponad 10 trwa podobny w charakterze, zamykający płytę utwór World Of Confusion (The Masquerade Ball Pt.II). Jak widać po tytule, to druga część świetnej kompozycji tytułowej albumu z 2000 roku – jest podobny motyw, zbliżony klimat i spory poziom emocji. Nabywców ekskluzywnej, limitowanej wersji wydawnictwa czeka jeszcze jedna niespodzianka – jako bonus dołączono fantastyczną, 10-minutową wersję klasyka grupy Rainbow Temple Of The King. Nie wypada pisać, ale oryginał się nie umywa…
Axel Rudi Pell wydał kolejny dobry album. Dla jego fanów to norma, dla pozostałych być może odkrycie. Dużo porywającego grania, nieco monotonii, sporo ognia – wszystkiego po trochu, ale nawet te najsłabsze kompozycje trzymają wysoki poziom. To nie jest wyrafinowana forma rocka, i bardzo dobrze. Proste, uczciwe łojenie z dobrymi melodiami i odrobiną wirtuozerii. Tak trzymać. Mocne trzy gwiazdki, a czwarta za Temple Of The King. Jak odświeżać klasykę, to właśnie w ten sposób.
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: