AVENTYR Driven

Aventyr Driven recenzjaAVENTYR
Driven
2013
altaltaltaltalt

Gdzie powstaje obecnie najlepsza muzyka rockowa? Oczywiście w Skandynawii! Tutaj grają ostrego rocka, podczas gdy Brytyjczycy wolą britpop, zaś Amerykanie różne odmiany country. Dochodzę do takiego wniosku co chwila komentując kolejne hardrockowe perełki rodem ze Szwecji, Finlandii, Danii czy Norwegii. Właśnie z Norwegii pochodzi Aventyr, którego debiutancki album Driven ma w sobie tyle ognia, że nie sposób się jej oprzeć. Odpuszczę wymienanie nazw poprzednich zespołów, z których wywodzą się muzycy nowej kapeli, oraz ich nazwisk – i tak nikomu to nic nie powie. Ważne, że panowie zebrali się razem i nagrali zadziorny, rock’n’rollowy krążek. 10 ostrych numerów trwa niewiele ponad pół godziny, ale to zupełnie wystarczy, bowiem każde z nagrań daje solidnego kopa. Właściwie nie ma tu żadnej wirtuozerii ani wybitnych utworów – jest po prostu równe łojenie w odpowiednim tempie, z dobrze pracującą sekcją, rytmiczą perkusją i dopasowanym wokalem. Wszystko brzmi jak należy i chociaż trudno wyróżnić jakąś konkretną kompozycję, całość sprawia naprawdę niezłe wrażenie. Momentami pobrzmiewają echa Metalliki, czasem na myśl przychodzi Saxon czy Billy Idol. To niezwykle energetyczne gitarowe granie. Jeśli czegoś mi brakuje, to odrobiny wyrazistości. Same riffy to nie wszystko, nawet jak są wściekłe i dynamiczne. Gdyby zapodać hitowe, nośne refreny, byłoby wręcz idealnie. A tak jest po prostu nieźle.
   Krótkie utwory, krótkie tytuły i krótka płyta. Ale ile radości.
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: