REAL-BORUSSIA 2-0 Smutne zwycięstwo Realu i finał dla Borussii Dortmund

   Przykro jest patrzeć na bezradność wielkiego Realu Madryt. Miała być historyczna remontada, a wyszła klapa. Real dzisiaj wygrał, ale nie był wielki. W rewanżowym meczu półfinałowym Ligi Mistrzów Królewscy grali przez pierwsze 15 minut, potem pół godziny odpoczywali, natomiast druga połowa to walenie głową w mur (bardzo szczelny i dobrze ustawiony mur świetnie zorganizowanej Borussii) i porywająca końcówka. Jednak 25 minut dobrej gry to za mało, by zasłużyć na finał najważniejszych rozgrywek europejskich. Jedno, co warto zapamiętać z dzisiejszego spotkania, to świetne zachowanie głośno dopingującej publiczności. Dla niej duże brawa.
   Real dobrze wszedł w ten mecz, do którego mobilizował całe madridismo. W pierwszym kwadransie grał szybko i efektownie, stwarzając sobie trzy wyśmienite sytuacje bramkowe. Najpierw nie popisał się Gonzalo Higuaín, który w sytuacji sam na sam z bramkarzem uderzył zbyt lekko. Oddając kiepski strzał nie spojrzał nawet w stronę bramki – trudno strzelić gola patrząc tylko na piłkę, nie widząc kładącego sie pod nogi bramkarza. Potem Cristiano Ronaldo strzelił znacznie lepiej, ale ponownie udaną interwencją popisał się Roman Weidenfeller. Chwilę później Özil miał sytuację więcej niż stuprocentową – zachował się idiotycznie. Zamiast podać do świetnie ustawionego Cristiano, oddał niecelny strzał. Gdy zawodnik w takiej sytuacji decyduje się grać samolubnie, jego obowiązkiem jest trafić w bramkę. Tyle gry Realu w pierwszej połowie. W międzyczasie Lewandowski zmarnował znakomitą sytuację na objęcie prowadzenia. Borussia po kwadransie kontrolowała wydarzenia na boisku i tak zostało niemal do końca meczu. Po przerwie Real starał się, szarpał, ale był po prostu zbyt słaby, a jego akcje zbyt schematyczne. Blancos nie zasłużyli na grę w wielkim finale. Borussia była lepsza w każdym aspekcie gry. Miała swoje szanse na wygranie meczu, m.in. Lewandowski zaliczył strzał w poprzeczkę, a uderzenie Gündo?ana w nieprawdopodobny, magiczny wręcz sposób obronił Diego López. Dzięki temu Real uniknął porażki, a w samej końcówce, w 82 minucie, wbił upragnioną bramkę (Benzema), która dała nowe siły i wiarę w zwycięstwo. Real wściekle atakował (wreszcie), gryzł murawę, zamknął przeciwnika na jego polu karnym i po następnych 5 minutach wbił drugiego gola (Ramos). Na więcej zabrakło czasu. Pierwsza bramka padła zbyt późno, by odwrócić losy dwumeczu. Real obronił honor, wygrał spotkanie, ale to Niemcy są w finale. I trzech Polaków.
   Czas pokaże, czy ta porażka przesądziła losy Jose Mourinho. Od dawna mówi się, że po sezonie wróci do Chelsea, a jego miejsce zajmie Ancelotti, który kończy pracę w Paris Saint Germain. Chociaż to wielce prawdopodobny scenariusz, trzymam kciuki, aby prezes i trener opamiętali się. To Jose Mourinho przywrócił Real na należne mu miejsce. Jeszcze nie wszystko wychodzi, ten sezon powinien być lepszy, ale takim klubem – zespołem indywidualistów, musi rządzić człowiek z wielką charyzmą. Mourinho powinien zostać, a zawodnicy kwestionujący jego pozycję powinni odejść. Ich można łatwo zastąpić – trenera niekoniecznie. Galaktyczny Real 10 lat temu niczego nie wygrywał, bo nie miał na ławce odpowiednich trenerów, którzy potrafiliby utemperować wielkie gwiazdy. To trener musi rządzić, nie zawodnicy.
   Sezon 2012/2013 jeszcze się nie skończył. Wygraliśmy już Superpuchar Hiszpanii, pozostał jeszcze finał Copa del Rey. To trofeum pocieszenia, ale jednak trofeum. W drodze do finału wyeliminowaliśmy wielką Barcelonę, więc nie można odpuszczać i warto powalczyć w finale 14 maja. Zakończenie sezonu z dwoma pucharami też ma swoje znaczenie. A w finale Ligi Mistrzów zagramy za rok. Pod warunkiem, że zostanie Mourinho i dokończy swoją pracę. Pod warunkiem, że klub pozyska napastników z prawdziwego zdarzenia, a nie ich namiastkę, jakimi są dzisiaj Higuaín i Benzema. Przydałby się też dobry rozgrywający w miejsce drewnianego Khediry, chimerycznego Modricia i jeźdźca bez głowy, jakim jest Di María. Panie prezesie Pérez – pański ruch.
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: