BORUSSIA-REAL 4-1 Wielki Lewandowski eliminuje niewielki Real

   W pierwszej połowie półfinałowego meczu z Borussią w Dortmundzie oglądałem nie ten Real Madryt, do którego przywykłem w Lidze Mistrzów. Miałem wrażenie, że Mourinho przez pomyłkę zabrał ze sobą drużynę z ligi hiszpańskiej – bezbarwną, niedokładną, grającą nieatrakcyjny i nieco archaiczny futbol. Leniwy Real stanął naprzeciw dynamicznej, szybkiej, dobrze zorganizowanej drużyny, grającej z pierwszej piłki i przeprowadzającej szybkie, przebojowe ataki. Wynik dość szybko, bo już w 8 minucie otworzył Robert Lewandowski, a była to druga okazja gospodarzy do strzelenia gola. Nie zrobiło to wrażenia na madrytczykach. Dalej grali ospale i głównie do tyłu, wrzucając czasem długie, niecelne piłki. Wstyd tak grać na takim etapie rozgrywek. Wprawdzie tuż przed przerwą Cristiano Ronaldo wyrównał stan meczu, ale bramka padła po karygodnym błędzie obrońcy gospodarzy. Borussia była znacznie lepsza. Borussia grała w piłkę, Real nie wiem w co. Królewscy wyglądali, jakby nie bardzo im się chciało – biegali mniej, podawali mniej, myśleli mniej… Jakby wiedzieli, że nie trzeba się wysilać bo bramka i tak w końcu padnie. Podobnie wczoraj myślała Barcelona i popłynęła w drugiej połowie. Real na swoją bramkę się wprawdzie doczekał, ale postawa drużyny pozostawiała wiele do życzenia. Drużyny w całości i wszystkich zawodników z osobna. Z litości nie będę ich wymieniał.
   Królewscy nie wyciągnęli wniosków i po przerwie szybko dostali dwa kolejne ciosy, a Robert Lewandowski skompletował hat-tricka. I znów Borussia biegała jak nakręcona, a madrytczycy każdą piłkę szanowali, przyjmowali, układali, aby broń Boże nie zagrać od razu. Tak się dzisiaj nie gra, drodzy panowie. Czasem trzeba zrobić coś niekonwencjonalnego. Druga sprawa to ataki dwoma lub trzema zawodnikami, które nie miały szans przy zagęszczonej obronie gospodarzy. Czy Mourinho nie mówił, co to jest futbol totalny? Borussia to pokazała. Domniowała w środku pola i pod swoją bramką, a atakowała dużą liczbą zawodników. Gdy Robert Lewandowski strzelił czwartą bramkę z wątpliwego rzutu karnego – było po meczu. Cztery gole w jednym meczu na tak wysokim etapie najważniejszych rozgrywek w Europie! Czapki z głów. Szkoda, że pan Robert nie gra tak w polskiej reprezentacji. Czy wtedy nastąpił frontalny atak Los Blancos? Nie. Czy Królewscy przeprowadzali groźne akcje, aby odrobić straty? Nie. Praktycznie ja mógłbym stać w bramce gospodarzy – nie było co puścić. Sytuacji było jak na lekarstwo. Stworzyli ich więcej niż wczoraj Barcelona, ale i tak zawstydzająco mało. Przykro to przyznać, ale Real był dzisiaj o klasę gorszy od przeciwnika. W rewanżu musi wygrać 3-0, aby awansować do finału. Myślę, że marzenia o wygraniu Ligi Mistrzów możemy odłożyć na kolejny sezon. Albo jeszcze dalej, bo z taka grą nie ma szans. Real nie jest najlepszą drużyną w Europie. Gwiazdy nie grają – drużyna gra i drużyna wygrywa. Zamiast pakować miliony w przepłacanych i leniwych megalomanów trzeba stworzyć zgraną, pracującą na boisku ekpię. Jeśli ktoś myślał, że Real taką właśnie ma, dzisiaj został sprowadzony na ziemię. Z ostateczną oceną poczekam do rewanżu, ale dzisiaj żal było patrzeć na ekipę Mourinho w najważniejszym meczu sezonu. Czyżby grali przeciwko trenerowi? Nie wierzę… Czyżby przeszli obok meczu? Nie chciało im się? Też nie wierzę, bo w końcu po co sie męczyć cały sezon, by odpuścić samym na finiszu? Powtarza się sytuacja sprzed roku, kiedy Real i Barcelona tak były skupione na finale, że zapomniały do niego awansować. We wtorek Madryt potrzebuje cudu. Miło byłoby na Bernabéu przynajmniej nie przegrać…
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: