REAL-ESPANYOL 2-2 Koniec marzeń

   Real Madryt rozegrał kolejny mecz ligowy, tym razem podejmując na Santiago Bernabéu Espanyol Barcelona, drużynę zamykającą ligową tabelę. Czy można sobie wyobrazić lepszą okazję na poprawienie dorobku bramkowego niż mecz mistrza Hiszpanii z najsłabszą drużyną ligi? Chyba nie. Ale okazało się, że Real jest równie słaby. Nie będę kopał leżącego. Co miałem napisać o grze Realu Madryt 2012/2013, to już napisałem po przegranym meczu pucharowym kilka dni temu. Nic się nie zmieniło. Okazało się, że można zagrać jeszcze gorzej. Taki styl, a raczej jego brak, kompromituje Królewskich. W pierwszej połowie żadnej dobrej akcji, godny zapamiętania tylko świetny strzał Modricia w słupek, stracona bramka po jednej z niewielu kontr słabego przeciwnika, i szczęśliwy gol wyrównujący w ostatniej minucie. Alvaro Arbeloa, najbardziej drewniany piłkarz Realu (nie rozumiem, dlaczego tak słaby piłkarz gra zawsze w podstawowym składzie), tracił niemal każdą piłkę i nie potrafił minąć żadnego przeciwnika. Ale słabi byli wszyscy. Podejmowali fatalne decyzje. Prowadzili piłkę gdy trzeba było podawać, jeśli podawali to niecelnie, a szybkie kontry – niegdyś zabójcza broń Realu, od dawna nie ma amunicji. Pomysłów na rozgrywanie akcji brakowało, a nieporadność w ataku przeplatała się z nerwowością w obronie. Po przerwie Real przycisnął i rozegrał dobre… 10 minut. Zdobył gola, potem piękny strzał Di Marii sparowany na poprzeczkę, i tyle. Potem gra mistrza była wolna, niedokładna i nudna jak flaki z olejem. Czyli taka, do jakiej nas drużyna Jose Mourinho powoli przyzwyczaja w tym sezonie. Real gra mało widowiskowo, nieładnie dla oka i w każdym kolejnym spotkaniu męczy swoich fanów. Tym razem leniwi gracze z Madrytu chcieli dowieźć wynik, nie wkładając w to żadnego wysiłku. Nie dowieźli. Espanyol wyrównał na 5 minut przed końcem po serii błędów nie przystających mistrzowi. Pisałem poprzednio, że z tak żałosną grą Real niczego nie wygra. Właśnie przegrał ligę hiszpańską. Całkiem szybko, jeszcze przed półmetkiem. Teraz może tylko obserwować koncertową grę przeciwnika, którego jakimś cudem ograł na początku sezonu w meczu o Superpuchar. Jeden dobry mecz i mamy przynajmniej jedno trofeum w tym sezonie. Na więcej się nie zanosi.
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: