KISS Monster

Kiss Monster recenzjaKISS
Monster
2012

Czy ktoś z młodych ludzi kojarzy zespół Kiss? Pewnie niewielu, bo to idole waszych rodziców, dzisiaj jeden z wielu rockowych zespołów, ale w latach 70. byli na absolutnym topie. Początkowo pod mocnym wpływem The Beatles grali melodyjne, oparte na rock&rollu kompozycje z nieco cięższym brzmieniem gitar, wplatając elementy modnego wówczas glam rocka. Nie wnikając głębiej w burzliwą historię grupy warto wspomnieć, że to właśnie zespół Kiss jako pierwszy zmienił obraz koncertu rockowego w spektakularny show, pełen wybuchających w rytm muzyki petard i sztucznych ogni. Wizerunek sceniczny uzupełniał makijaż i charakterystyczne kostiumy. W latach 80. z tego zrezygnowano, a pod koniec następnej dekady zespół przestał nagrywać nowe piosenki. Muzycy cały czas koncertowali, jednak często zmieniali skład. Wreszcie, po ponad 10 latach przerwy, dwaj założyciele zespołu – Paul Stanley i Gene Simmons, ku uciesze fanów postanowili napisać nowe piosenki i przygotować trasę w starym stylu. Kiss Alive 35 World Tour (nazwana tak z okazji 35-lecia działalności grupy) była ogromnym sukcesem, podobnie jak wydany rok później album Sonic Boom. I tak oto doszliśmy do najnowszej historii – niedawno ukazała się kolejna płyta, Monster. Wystarczy spojrzeć na nieco tandetną okładkę i już wiadomo, co jest grane. Wszystko jest na swoim miejscu, wróciliśmy do lat 70-tych. Są maski, jest charakterystyczne logo, kojarzone niegdyś z nazistowskim symbolem SS, jest też – co najważniejsze – muzyka w starym, dobrym stylu. Raz lepiej, raz gorzej (czyli jak zwykle), ale panowie łoją równo i melodyjnie. Proste riffy, przebojowe refreny, doskonała produkcja (wszystko świetnie słychać), czego chcieć więcej? Nawet jeśli moda na hard rock z elementami glamu minęła, to zawsze jest miejsce na dobre, rockowe kompozycje. Te na Monster na ogół trzymają poziom. Kiss nie odkrywa Ameryki, ale też wcale nie musi. Słychać, że muzycy są w formie i nie schodzą poniżej pewnego poziomu. Singlowe numery Hell Or HallelujahLong Way Down wcale nie są najlepsze w zestawie. Mnie zdecydowanie bardziej odpowiadają numery takie jak melodyjny Freak, hitowy Outta This World czy lekko bluesowy Shout Mercy. A już zupełnie rozwala mnie energiczny Take Me Down Below. Może to nie najbardziej charakterystyczny Kiss, ale właśnie takie granie lubię. Każdy miłośnik przebojowego rocka powinien znaleźć tu coś dla siebie. Nie trzeba wcale być fanem Kiss. Ja nie jestem. To na pewno nie jest najlepsza płyta grupy, ale też wstydu nie przynosi. Jest nieźle. Tego Potwora warto posłuchać, a jak przypadnie do gustu – sięgnąć po klasyki Kiss z lat 70/80.
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: