LANA DEL REY Born To Die The Paradise Edition

Lana Del Rey Born To Die Paradise Edition recenzjaLANA DEL REY
Born To Die The Paradise Edition
2012

Czasem zadaję sobie pytanie: po co kupować płytę, skoro niedługo wyjdzie dużo bogatsza i atrakcyjniejsza reedycja w podobnej cenie? Właśnie taki świąteczny prezent zrobiła wytwórnia Universal fanom Lany Del Rey, jednego z większych odkryć mijającego roku. Video Games to jedna z najładniejszych piosenek, jakie kiedykolwiek słyszałem, zaś wydany w styczniu album Born To Die z miejsca zrobił z amerykańskiej wokalistki gwiazdę pierwszej wielkości. Artystka stała się też prawdziwą muzą świata mody i designu ? jej wizerunek regularnie pojawia się na okładkach najbardziej prestiżowych pism, Lana jest też twarzą samochodów Jaguar F-Type oraz jesiennej kampanii odzieżowej sieci H&M, którą promuje coverem pięknego przeboju z lat 50. Blue Velvet. Piosenka pochodzi z EP-ki (minialbumu) Paradise, który został dołączony do albumu Born To Die, tworząc omawianą Rajską edycję. Wśród 8 nowych nagrań wyróżnia się wpadające w ucho, singlowe Ride oraz piękne, klimatyczne Yayo. O piosence Blue Velvet już wspomniałem – wersja Lany nie jest może rewolucyjna, ale jej głos idealnie pasuje do klimatu starych nagrań. To jest materiał dla niej – nie wniosła niczego nowego, ale brzmi świetnie. Powinna wydać płytę z coverami lat 50/60 – sukces murowany. Jednak na tych trzech numerach moje zachwyty się kończą. Reszta Paradise jest nieco mdła i nijaka. Sprawdzi się jako muzyka tła, ale nie ma szans porwać słuchacza. Sam zniewalający głos wokalistki to trochę za mało, gdy kompozycje są słabe i po przesłuchaniu odchodzą w zapomnienie. Jeśli ktoś myśli inaczej – proponuję przypomnieć sobie Video Games. Tamta magia gdzieś uleciała. Jednak taki poziom trudno utrzymać, nawet na Born To Die się nie udało, choć album jako całość był znacznie lepszy niż Paradise. Teraz mamy edycję łączoną, swoiste dwa w jednym, więc możemy sobie stworzyć dowolny zestaw piosenek, eliminując te najsłabsze. Zastąpić trzy gorsze numery z Born To Die wymienionymi wyżej z Paradise – i mamy prawdziwą perłę. Gdyby z tych dwóch płyt zrobić jedną – byłaby rewelacyjna. Teraz jest jedynie dobra. Taka na trójkę z plusem.
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: