SKUNK ANANSIE Black Traffic

Skunk Anansie Black Traffic recenzjaSKUNK ANANSIE
Black Traffic
2012

Premiera nowego albumu Skunk Anansie ucieszyła fanów zespołu, który trzy lata temu wznowił działalność po prawie dekadzie przerwy. Black Traffic dowodzi, że poprzedni, niezły album Wonderlustre, nie był jednorazowym wybrykiem i skokiem na kasę. Zespół istnieje, koncertuje, nagrywa, i ogólnie ma się świetnie. Nadal niepodzielnie rządzi w nim charyzmatyczna wokalistka Skin, której emocjonalny śpiew (krzyk?) zawsze był znakiem rozpoznawczym angielskiej kapeli. Czy coś się zmieniło przez te dwa lata, jakie minęły od poprzedniej płyty?
Owszem, wiele. Skunk Anansie nie stanął w miejscu i nadal prowadzi artystyczne poszukiwania. Ich owocem jest zdecydowane zaostrzenie brzmieniaBlack Traffic jest bardziej dynamiczny, bardziej rockowy, choć wcale nie brakuje na nim spokojniejszych fragmentów i ballad. Zespół pokazał pazur, powrócił do energetycznego grania, z którego słynął przed laty. Przed premierą Skin głośno zapowiadała, że będzie to ich najlepsza płyta. Nie miała racji, chociaż każdy muzyk zawsze tak powinien twierdzić. Inaczej sam zaprzeczałby swojemu rozwojowi. Każdy chce iść do przodu i tworzyć coraz lepsze rzeczy. Oceny są względne, ale Wonderlustre czy Post Orgasmic Chill są moim zdaniem zdecydowanie lepsze i zostawiły po sobie więcej niezapomnianych utworów. Powrót do mocniejszych brzmień wcale nie musi oznaczać, że kompozycje są lepsze muzycznie. Ale i tak na Black Traffic jest całkiem nieźle – Skunk Anansie ma swój styl i poniżej pewnego poziomu nie schodzi. Jednak moim ulubionym pozostaje genialny debiut Paranoid & Sunburnt (1995) i następujący po nim Stoosh (1996). To było granie! Majstersztyk.
   Black Traffic to emocjonalny, szczery i dość różnorodny album, znakomicie balansujący między energicznym i mocnym rockiem a lekkim i przebojowym popem. Momentami jest bardzo ostro i czadowo, jak choćby w otwierającym całość, niemalże punkowym I Will Break You, singlowym I Believed In You, czy zadziornym, wręcz wściekłym Satisfied?, ale moim zdaniem te numery wypadają najsłabiej na albumie. Sam czad nie wystarcza, brak im nieco wyrazistości, takiej jaką miał np. I Can Dream z debiutanckiej płyty. Ale tę siłę odnajdziemy w pulsującym rytmem Sad Sad Sad (świetne riffy i prosty refren) oraz rockowym, nieco brudnym Spit You Out (porywające partie basu). To numer w starym, dobrym stylu. Kompletnie nie rajcuje mnie popowe Drowning ani ładne, ale dość mdłe Diving Down. Abba może sobie tak śpiewać, a nie rockowa Skin. Za to całkiem nieźle wypada drapieżna ballada, przepięknie zaśpiewana I Hope You Get To Meet Your Hero z uroczą, delikatną partią smyczków oraz pop-rockowa perełka w klimacie U2 Our Summer Kills The Sun. Czy to nie wystarczy, by ten album uznać za całkiem dobry? Wystarczy. Choć zabrzmi to paradoksalnie i obrazoburczo – to najsłabsza płyta zespołu, ale zarazem całkiem dobra. To tylko świadczy o tym, jak wysoko Skunk Anansie sam zawiesił sobie poprzeczkę. Black Traffic wchodzi głębiej z każdym przesłuchaniem. Może więc za jakiś czas odszczekam słowa, że to najsłabszy album. Niemniej zdecydowanie go polecam, bo nawet jeśli kiedyś bywało nieco lepiej, to na Black Traffic i tak jest wystarczająco dobrze.
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: