Torres czyli kryzys w szatni Realu

alt   O wielkości Realu świadczą nie tylko niezaprzeczalne liczby, ale choćby fakt, jak bardzo porusza wszystkich słaby start ligowy. W Hiszpanii nie ma innego tematu tylko ten, że Real przegrał dwa mecze z czterech rozegranych, a trener otwarcie skrytykował grę własnego zespołu. Natychmiast ujawniło się wielu dziennikarzy, którzy w radykalnych środowiskach madridistas uznawani są za przeciwników Mourinho. Wydaje się, że najważniejsze dla niektórych jest właśnie to, że nie wolno nic złego powiedzieć na zawodników. Najlepiej ich cały czas chwalić i nosić na rękach. Przytaczane są wyrwane z kontekstu słowa Mourinho nie mam drużyny, które padły po sobotniej porażce z Sevillą. Słowa może i niepotrzebne, wypowiedziane pod wpływem emocji, ale całkowicie zrozumiałe w kontekście ospałej gry i niepełnego zaangażowania niektórych zawodników. „Real Madryt musi dawać wszystko na boisku. Można przegrać, ale nie tak” powiedział telewizji TVE Mourinho. I ma rację. Od multimilionerów i piłkarskich profesjonalistów mamy prawo oczekiwać znacznie więcej. Muszą walczyć jak lwy o każdą piłkę, i nie tylko przez 30 minut. Muszą unikać wypowiedzi w stylu „jestem smutny”, bo niechętni zespołowi dziennikarze tylko czekają, by z dwóch słów zrobić wielką aferę. To nie wpływa dobrze na koncentrację drużyny. Co ciekawe, Mourinho krytykując piłkarzy wcale nie próbuje wybielać samego siebie. „Odpowiedzialny za ten koszmarny początek jestem ja. Nie byłem w stanie stworzyć zmotywowanej grupy, nie udało mi się sprawić, że piłka była priorytetem w życiu piłkarzy.”
   W relacjonowaniu negatywnych zdarzeń od dawna prym wiedzie Diego Torres, zadeklarowany antymourinista. W rozmowie z Catalunya Radio (!) opisał sytuację w szatni Realu jako krytyczną. Piłkarze są podzieleni, nie wierzą w dogonienie Barcelony (na początku rozgrywek!), część z nich otwarcie krytykuje decyzje i gra przeciwko trenerowi, który już szykuje się do odejścia. O chęci odejścia mają świadczyć oskarżenia o brak zaangażowania (Mourinho powiedział dokładnie, że w drużynie „za mało jest głów zaangażowanych, głów skoncentrowanych, dla których futbol jest priorytetem w ich życiach„). Jednocześnie szkoleniowiec „ma kompleks prześladowania zawodników, szczególnie z grupy Hiszpanów„, w przeciwieństwie do faworyzowanej grupy Portugalczyków. Więcej bzdur trudno sobie wyobrazić. To nie pierwszy (i zapewne nie ostatni) raz, gdy Torres wypowiada się w podobnym tonie. Mourinho zawsze był wrogiem publicznym numer jeden, teraz jest wreszcie okazja, by rzucić mu się do gardła.
   Oczywiście w tym zalewie sensacji pojawiają się też wyważone i sensowne głosy, jak Miguela Serrano (Marca): „Sądzę, że Mourinho chciał powiedzieć, że zawodnicy nie tworzą drużyny, a nie, że nie ma drużyny. Na dzisiaj Real Madryt nie pokazał, że jest drużyną. Kto oglądał cztery ligowe mecze, ten zdaje sobie sprawę, że oni nie grają jak drużyna i właśnie o to chodzi.” Przynajmniej on jeden zrozumiał całość wypowiedzi trenera („Porównaj Sevillę z Realem i wtedy łatwo to zrozumieć. Oni walczyli o każdą piłkę, jakby była ostatnią w ich życiu. Chcą grać szybko, chcą podawać szybko, myśleć szybko. Moja drużyna zagrała tak tylko z Barceloną, poza tym w ogóle. W tym momencie nie ma mojej drużyny.”). Jaka jest drużyna Mourinho, widzieliśmy w zeszłym roku. I tę dryżynę trener musi jak najszybciej odnaleźć.
   Zespół już jutro ma doskonałą okazję, by zadać kłam wszelkim spekulacjom o podziałach, kryzysie i braku zaangażowania. Piłkarze zamkną usta wszelkim krytykom, jeśli rozegrają porywający mecz i ograją mistrza Anglii na inaugurację rozgrywek Ligi Mistrzów. To zwycięstwo jest też niezbędne do podniesienia nadwątlonego morale zespołu. Hala Madrid!!!
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: