GLENN FREY After Hours

Glenn Frey After Hours recenzjaGLENN FREY
After Hours
2012

altaltaltaltalt

Jejku, myślałem, że usnę przy tej płycie. Ale przemogłem się, wysłuchałem do końca i mogę się podzielić przemyśleniami. Glenn Frey? Kto to w ogóle jest? Współzałożyciel modnej w latach 70. grupy The Eagles, tej od znanego wszystkim megahitu Hotel California. Po jej rozpadzie nagrywał solo. Pamiętacie wielki przebój The Heat Is On? Albo You Belong To The City czy Smuggler’s Blues, napisane do modnego w latach 80. serialu Policjanci z Miami? Tylko że to było prawie 30 lat temu…
Glenn zniknął na 20 lat i nagle powrócił z płytą After Hours, zupełnie inną niż te wcześniejsze. Mamy tu covery starych przebojów z lat 40., 50., 60. Jest nastrojowo, sentymentalnie i… nudno. Nawet dynamiczny Route 66 tutaj dynamiczny nie jest. Niby fajny klimat, facet umie śpiewać, niektórym pewnie się spodoba, ale mam nieodparte wrażenie, że to już było i to w lepszym wykonaniu. Michael Bublé to to nie jest.
Może w pewnym wieku (60+) każdy artysta musi mieć na swoim koncie taką smętną płytę z miłosnymi klasykami. Z taką muzyką łatwiej się przebić, bo to nikomu nie wadzi, gdzieś tam gra sobie w tle i jest dobrze. Zaczął parę lat temu Rod Stewart, niedawno Paul McCartney nagrał podobny album, nawet Thomas Anders (tak, tak, ten z Modern Talking!) popełnił coś podobnego. Taka moda. Ale nie każda płyta z coverami jest świetna. Ta jest niezła, ale inni zrobili to lepiej.
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: