EURO 2012 Naj naj naj

Euro 2012 podsumowanieEURO 2012 za nami – pora na podsumowanie turnieju, czyli wybór tego, co było naj. Najlepsze, najgorsze, największe…..
Podsumowanie jak najbardziej subiektywne. Moje własne.
W ten sposób zamknę tematykę EURO.
1. NAJLEPSZA DRUŻYNA – HISZPANIA
To wbrew pozorom nie był łatwy wybór, bo Hiszpanie zagrali jeden naprawdę dobry mecz – w finale. Jeden, ale za to jaki! Wcześniej nie zachwycali, ale jednak wygrywali, więc tytuł ten im się bezapelacyjnie należy. Byli świetni w każdej formacji, bez wyjątku. Nie zawsze wygrywa drużyna najlepsza, tym razem tak się stało.
Myślę, że cała czwórka półfinalistów zasługuje na wyróżnienie. To były rzeczywiście najlepsze ekipy.
Włochy – drużyna zagadka, młoda, bez wielkich nazwisk, ale grająca ładnie i skutecznie. W grupie średnio, a potem rewelacja.
Niemcy – znakomici, ofensywni, niezwykle skuteczni, ale nie mieli swojego dnia w półfinale. Jednak rozegrali świetny turniej.
Portugalia – grała najbardziej widowiskowo, z polotem i fantazją. A to, co robił Cristiano Ronaldo w meczu z Holandią, przejdzie do historii mistrzostw Europy.
2. NAJLEPSZA JEDENASTKA

Może tutaj nie będę uzasadniał, bo każdy widział, jak kto grał. Wybór był trudny, bo przecież było wielu świetnych graczy, ale na boisku może być tylko 11. Ale przecież jest jeszcze ławka rezerwowych…..
Bramkarz: Iker Casilas
Obrońcy: Sergio Ramos, Pepe, Fábio Coentr?o, Philipp Lahm
Rozgrywający: Xavi
Hernández, Andrés Iniesta, Andrea Pirlo, Cristiano Ronaldo
Napastnicy: Mario Balotelli, Mario Gómez
Ławka rezerwowych: Manuel Neuer, Jordi Alba, Cesc F?bregas, Mesut Özil, Xabi Alonso,
Luka Modrić, Steven Gerrard, David Silva, Zlatan Ibrahimović.
3. NAJLEPSZY ZAWODNIK – CRISTIANO RONALDO
Tutaj nie miałem żadnych wątpliwości. I wcale nie dlatego, że pochodzi z mojego ukochanego Realu. Po prostu był najlepszy, zaprezentował rewelacyjną formę i zamknął usta tym wszystkim, którzy już z góry wiedzieli, że zawali turniej. Już w meczu z Niemcami stwarzał duże zagrożenie, potem nieudany pojedynek z Danią i wreszcie dwa genialne mecze – z Holandią i Czechami. To jego gole wprowadziły Portugalię do półfinału, ale nie o te trzy gole chodzi. Zresztą mogło być ich znacznie więcej, bo Cristiano zaliczył cztery strzały w słupek. Chodzi o styl gry, o dynamizm, o wypracowywanie sytuacji kolegom, którzy notabene je nagminnie marnowali. Wtedy mistrz brał sprawy w swoje ręce i sam strzelał gole. Do absolutnej perfekcji zabrakło tylko wygranej z Hiszpanią, która była o krok. Ale i tak żaden z graczy nie zrobił lepszego wrażenia. Tym turniejem uzupełnił znakomity sezon w Realu i w pełni zasłużył na Złotą Piłkę 2012.
Tutaj muszę napisać o zachowaniu kibiców. Gwizdali na Cristiano cały czas i to wystawia im bardzo złe świadectwo (podobnie było na meczu Polska-Portugalia 29 lutego). Przyjechał do nas piłkarz wybitny, grał znakomicie, a banda idiotów go wygwizdała? Dlaczego? Bo jest bogaty, bo jest przystojny, czy ma za dużo żelu we włosach? A jakie to wszystko ma znaczenie? Kochamy go za grę i powinniśmy oklaskiwać za grę. Czy jesteśmy aż tak zawistni i aż tak prymitywni? Po co ci ludzie przyszli na stadion, jeśli nie oglądać i oklaskiwać znakomitych piłkarzy? Był to pokaz wyjątkowego chamstwa. Duży minus za to.
4. NAJWIĘKSZA NIESPODZIANKA – WŁOCHY W FINALE
Pisałem dużo o Włochach w artykule Przed finałem. Jak to się stało, że tam dotarli? Drużyna praktycznie bez wielkich nazwisk (no może poza Pirlo i Balotellim, który przecież przed turniejem miał na koncie tylko jedno trafienie!), oparta głównie na Juventusie Turyn i graczach ligi włoskiej (chociaż kluby włoskie w ostatnich dwóch latach nic nie osiągnęły), do tego targana przed turniejem problemami w związku z aferą korupcyjną – ta drużyna grała piękny futbol, szybki i ofensywny, absolutnie zaprzeczający stylowi catenaccio. Włosi sie rozkręcali i aż do finału każdy ich kolejny mecz był lepszy. Duża w tym zasługa trenera, który świetnie przygotował, ustawił i zmotywował drużynę. Dla mnie Cesare Prandelli to trener numer jeden tych mistrzostw. Brawo! O finale nie ma co wspominać, bo tego dnia nikt by nie dał rady Hiszpanii. Drugie miejsce Włochów to i tak ogromny sukces.
5. NAJGORSZA DRUŻYNA – POLSKA
Ten wybór uzasadniłem już w artykule Smuda i jego cuda. Polska zajęła ostatnie miejsce w najsłabszej grupie. Sił i ambicji starczyło tylko na 20 minut meczów z Grecją i Czechami. Polacy nie walczyli do końca, nie gryźli trawy, nie grali na 100%, nie stwarzali wrażenia, że chcą umrzeć za tego orzełka na piersi. I dlatego byli najsłabszą drużyną turnieju. Ich występ był po prostu kompromitujący. Grali u siebie, przy fantastycznej publiczności. Przez media byli noszeni na rękach, mieli ogromną szansę (na którą absolutnie nie zasłużyli) zostać wyniesieni na futbolowy piedestał, zarezerwowany dla Orłów Górskiego i Piechniczka, ale to spieprzyli. Czy znów nic się nie stało? Trener Smuda po meczu z Czechami z rozbrajającą szczerością wyznał, że nic by nie zmienił. Wniosek – wszystko było świetnie, dokładnie tak jak zaplanował. Brawo ten pan!
Mniej punktów zgromadziły Irlandia i Holandia, ale jedni grali w grupie z dwoma finalistami, drudzy w grupie śmierci. Ale obie ekipy ambitnie walczyły o każdą piłkę przez pełne 90 minut i zrobiły wrażenie dużo lepsze od Polski.
6. NAJWIĘKSZE ROZCZAROWANIE – HOLANDIA
Co tam się wydarzyło w ekipie Holendrów tylko Bóg może wiedzieć. Grali w grupie śmierci, każdy mógł odpaść, ale tytuł wicemistrzów świata (trochę szczęśliwy, ale jednak) do czegoś zobowiązuje. Grali zbyt indywidualnie, niewiele im wychodziło na boisku. Niby strzelali – ale obok, niby biegali – ale nic z tego nie wynikało. A przecież mieli w swoim składzie króla strzelców ligi angielskiej i niemieckiej. I to nie wystarczyło. Najgorszy od wielu lat występ Holendrów na mistrzowskiej imprezie.
7. NAJWIĘKSZY SKANDAL – NIEUZNANA BRAMKA DLA UKRAINY
Węgierski sędzia Viktor Kassai nie uznał gola dla Ukrainy, chociaż piłka wyraźnie przekroczyła linię bramkową, zanim obrońca ją wybił. Prawdę mówiąc to Ukraina nie została skrzywdzona, bo ta bramka padła po spalonym, którego sędziowie także nie zauważyli – a więc dwa błędy w jednej akcji, a to już skandal. A potem durne tłumaczenia, że sędzia też człowiek, może się pomylić, że pomyłek jest mało (tylko kilka procent), że to część futbolu itd. Otóż nieprawda. To nie jest część futbolu. Błąd arbitra niweczy wysiłek całej drużyny. To zabija futbol. W meczu nie pada 15 bramek, tylko jedna – nie wolno jej nie uznać, bo to zmienia wynik i sens rywalizacji. Po co nam sędzia bramkowy, skoro i tak nie widzi tej jednej akcji, którą właśnie musi rozstrzygnąć? Błędy będą tak długo, jak długo stare pierniki z władz piłkarskich nie dopuszczą powtórek telewizyjnych. Nic nie pomogą żadne czujniki w piłce. To samo dotyczy spalonego, gdzie sędziowie mylą się kilkakrotnie w jednym meczu. To jakaś paranoja. Ludzie, obudźcie się! Mamy XXI wiek, a nie XIX, kiedy Anglicy opracowali reguły gry w piłkę nożną. Upłynęło trochę czasu. Pora na zmiany. Nowe technologie pomagają ludziom, a nie przeszkadzają. Telewizja, panowie, telewizja! Powtórki! Dodatkowy arbiter przed ekranem – i po problemie!
8. NAJGORSZY KOMENTATOR – DARIUSZ SZPAKOWSKI
O tym panu już tyle powiedziano, że nawet nie chce mi się pisać. Nestor polskich komentatorów, nieśmiertelny Szpakowski, który straszy również z każdej nowej edycji gry FIFA. Jaka telewizja (publiczna), taki komentator. Ci lepsi uciekli do telewizji prywatnych, a on został, i raczy nas swoimi barwnymi opowieściami, których nie przerywa nawet gdy coś ważnego się dzieje na boisku. Tak było w finale, gdy opowiadał jakieś dyrdymały, a Hiszpanie omal nie strzelili gola. Nawet nie przerwał. To facet, który się nie przyznaje do pomyłki. Krzyczy, że aut, gdy widać, że będzie rzut rożny. Mówi, że poprzeczka, podczas gdy widać, że wybił bramkarz. Itp. Szkoda słów. Nawet przy golu Błaszczykowskiego krzyczał głośno „Piszczeeeek”. Ale to nie był Piszczek tylko Błaszczykowski. Dobrze, że telewizja daje zbliżenia. Na koniec fragment komentarza z meczu Włochy-Niemcy: ?Włoska prasa porównuje Pirlo do legendy dyrygenckiej Arturo Toscaniego, który zawsze natężenie emocji miał w taki sposób, żeby nigdy nie wymykało się z precyzyjnej i rygorystycznej kontroli intelektu?. Powodzenia panie Darku. Sukcesów w dalszej pracy.
9. ANTYBOHATER – JAN TOMASZEWSKI
Tutaj też nie trzeba wiele pisać. Buc wyjątkowy. Przemądrzały, chamski, bezczelny, antypatyczny i zarozumiały do granic możliwości. Dobrze, że znalazł schronienie we właściwej partii – tam znajdzie wielu podobnych kolegów. Nie chodzi o to, że nie kibicuje Polsce (bo w sumie kogo to obchodzi, komu on kibicuje) – to jego prawo. Ale obrażanie trenera, kadrowiczów, wyzywanie ich, wreszcie pogarda dla koszulki z orłem na piersi („brzydzę się tej koszulki”) – to już nie przystoi. O braku kultury nie będę mówił, bo kulturę się wynosi z domu, dla niego już za późno. Pan Tomaszewski zapomina jednak, że wszystko co ma, zawdzięcza piłce (no i szczęściu, bo w słynnym meczu, kiedy „zatrzymał Anglię” bronił bardzo szczęśliwie, a pod koniec meczu źle wyszedł do dośrodkowania i wbił piłkę do własnej bramki. Uratowała nas interwencja obrońcy, który wybił piłkę z pustej bramki. Gdyby nie to, nie byłoby wielkiej legendy, bo Tomaszewski zawaliłby mecz. To tak przy okazji). Wszystko zawdzięcza tej koszulce, której się dzisiaj brzydzi. Inaczej nikt by go nie słuchał. Nie wiem dlaczego ludzie uważają, że jak ktoś kiedyś dobrze bronił, to ma coś mądrego do powiedzenia. No ten pan nie ma. Jarosława Kaczyńskiego nazywa „Kazimierzem Górskim polskiej polityki” – więc śmiać się czy płakać? Pan Górski się chyba w grobie przewraca. A skoro o wilku mowa:
NAGRODA SPECJALNA – JAROSŁAW KACZYŃSKI
Taka nagroda mu się absolutnie należy za to, że Jarosław „Polskę zbaw” Kaczyński na dwa tygodnie zniknął z mediów i nie psuł tego futbolowego święta. Oczywiście nadrobił to z nawiązką zaraz po ostatnim meczu Polaków, próbując zreformować polski futbol (znawca się znalazł!), a potem bredząc coś o totalnej porażce i kompromitacji Polski. Ale dwa tygodnie wytrzymał w ciszy. Mało tego. Nie tylko usunął się w cień, ale wycofał z telewizji całą swoją świtę. Nawet nieodłącznego Hofmana, który jak wiemy ma wyjątkowe parcie na szkło, a w gadaniu głupot momentami przerasta nawet samego mistrza.
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: