
Real Madryt przegrał w półfinale Klubowego Mundialu z Paris Saint-Germain 0-4 i odpadł z turnieju. W finałowym starciu paryżanie zagrają z Chelsea. FIFA po raz pierwszy zorganizowała Klubowe Mistrzostwa Świata w nowym formacie (na wzór mundialu reprezentacji) i dla Królewskich bardzo ważne było zdobycie trofeum, bo są najbardziej utytułowanym klubem, zdobywali pierwszy Puchar Europy (zwany dzisiaj Ligą Mistrzów) i pierwsze klubowe mistrzostwo (w starym formacie, gdy grali tylko mistrzowie kontynentów). Chcieli więc zaznaczyć swą potęgę także w USA. Problem w tym, że są po fatalnym sezonie, w którym nie wygrali niczego ważnego, a gra była jałowa i bezbarwna. Do tego stopnia, że zmieniono trenera oraz przemodelowano skład. Nic to nie dało. Akurat w starciu z rozpędzonym PSG (aktualnym triumfatorem Ligi Mistrzów po 5-0 z Interem) nie mogły zagrać nowe nabytki, ale to żadne usprawiedliwienie blamażu, jakiego byliśmy świadkami.
Real pod wodzą Xabiego Alonso był chwalony za grę szybką i bezpośrednią. Po defensywnym, cierpiętniczym stylu Ancelottiego drużyna wyraźnie odżyła i pewnie pokonywała kolejnych rywali. Oczywiście trudno zmienić stare nawyki po kilku treningach, na to jeszcze przyjdzie czas, ale gra i wyniki dawały nadzieję, że z najlepszą obecnie ekipą świata da się nawiązać walkę. Niestety to była tylko iluzja. Real po 10 minutach przegrywał 0-2 po koszmarnych błędach Asencio i Rüdigera, i ani przez moment nie postawił się rywalowi. Był ospały, leniwy, zawsze spóźniony, a kreacja i pressing nie istniały. Zupełnie inaczej niż w poprzednich meczach. Kolejne gole paryżan były tylko kwestią czasu. Nie pomogła przerwa ani zmiany – Real po prostu nie dojechał. Ładnie to podsumował obrońca PSG, wychowanek Los Blancos Hakimi: „Gdy biega cała drużyna, to wszystko jest łatwiejsze”. Dodam od siebie: „gdy nie biega i nikomu się nie chce, to kończysz z wynikiem 0-4”. A i tak te 4 gole to najniższy wymiar kary, bo tych bramek mogło być więcej. I tylko w jedną stronę. Drużyna Xabiego Alonso była tylko marionetką w rękach PSG.
Ta druzgocąca porażka idealnie podsumowuje cały sezon Realu Madryt. To globalny cios w morale drużyny. Przed Xabim dużo pracy, bo ma topowych zawodników, ale ich zaangażowanie budzi spore zastrzeżenia. Oczywiście cała wyprawa za Ocean była udana – klub zarobił sporo pieniędzy, a nowy trener poznał zawodników i zdiagnozował problemy zespołu. Teraz jest czas, by je próbować naprawić. Po miesiącu przerwy nowy sezon zapowiada się ekscytująco, a wysoka przegrana z perfekcyjną maszyną Luisa Enrique może wszystkim wyjść na zdrowie, jeśli tylko zostaną wyciągnięte odpowiednie wnioski. To już zadanie dla trenera i zarządu.
