
Real Madryt jest ostatnio dość regularny – sezony świetne przeplata beznadziejnymi. Jak już coś ważnego wygra, to w kolejnych rozgrywkach odpuszcza i nie wygrywa nic. Tak właśnie było teraz. Po transferze Kyliana Mbappé Królewscy mieli rządzić i dzielić, tymczasem frajersko oddali Barcelonie wszystkie najważniejsze rozgrywki. Dostali łomot i w La Lidze, i w Superpucharze, i w Pucharze Króla. Ligę Mistrzów zakończyli w 1/4 kompromitacją z Arsenalem. I to by było na tyle. Drużyna była rozbita, grała bez pomysłu, chęci i wiary, a bezradny Ancelotti zaklinał rzeczywistość, bo nic więcej nie potrafił zrobić. Dlatego odszedł. Real zdobył dwa trofea – takie, gdzie do triumfu wystarczył jeden mecz. To za mało. W skali szkolnej sezon na dwóję. Oczywiście jeszcze zostały Klubowe Mistrzostwa Świata, pierwsza edycja turnieju rozbudowanego na wzór mundialu, ale oficjalnie to się nie liczy do sezonu. Dlatego podsumowanie robię już teraz, a w lipcu opiszę wspomniane mundialito. Mimo wielkich chęci i nadziei trudno wierzyć w sukces, bo co najmniej kilka drużyn prezentuje się znacznie lepiej niż Los Blancos. Ale nie ma tam Barcelony, więc jakaś szansa jest….
TROFEA
Superpuchar Europy po wygranej 2-0 z Atalantą
Puchar Interkontynentalny po wygranej 3-0 z meksykańską Pachucą
TRANSFERY
W zasadzie liczył się tylko on – Kylian Mbappé pozyskany za darmo z PSG. Przybył też Endrick, młodziutki talent z Palmeiras, ale napastnik głównie grzał lawę, bo Carlo ma swoją hierarchię i za żadne skarby nie da szans tym z końca listy. Kylian się sprawdził, strzelił 43 bramki (rekord w debiutanckim sezonie) i zdobył Złoty But dla najlepszego strzelca Europy. A Endrick musi poczekać na swoje szanse.
HISZPAŃSKA LA LIGA
Kontuzje znów były głównym rozgrywającym w Madrycie. Zerwane więzadła Carvajala i Militão oraz nieobecność Alaby zdziesiątkowały obronę. Jeśli dodać kiepski start Mbappé, niemoc strzelecka Rodrygo i kryzys formy Viníciusa gdy usłyszał, że go wymanewrowano ze Złotej Piłki, to nie było szans na wygranie ligi hiszpańskiej. Tu potrzebna jest regularność, a Real regularnie zawodził. Mimo porażki z Barceloną 0-4 u siebie, miał zimą przewagę 7 punktów w tabeli, a i tak tego nie dowiózł. Katalończycy byli lepsi, skuteczniejsi, bardziej zdeterminowani i poukładani. Chcieli wygrać. Real nie bardzo chciał, a od pierwszego dnia wyglądał na drużnę zmęczoną i znudzoną.
COPA DEL REY – PUCHAR KRÓLA
Mogło być dobrze, bo Real dotarł aż do finału, i nawet prowadził z Barceloną 2-1 na 5 minut przed końcem, ale tego też nie dowiózł i przez dziecinne błędy przegrał nawet bez rzutów karnych.
SUPERPUCHAR HISZPANII
Rozgrywany w formule Final 4 Superpuchar Hiszpanii dostarczył wiele emocji i wiele bramek. W finale Barcelona zdemolowała Real 5-2, i to grając pół godziny bez jednego zawodnika (wyleciał Szczęsny). Wynik mówi wszystko – kolejny wstyd dla Madrytu, dla wyczerpanej formuły Ancelottiego i jego filozofii cierpienia. Cierpieli widzowie oglądając tę żenadę.
LIGA MISTRZÓW
Pierwsza Liga Mistrzów w nowej formule, gdzie nie ma grup, jest jedna tabela dla wszystkich, chociaż każdy klub ma rożnych rywali dobieranych na nie wiadomo jakiej zasadzie, i meczów jest 8 zamiast 6. Pierwsza ósemka jest rozstawiona i uprzywilejowana, a miejsca 9-24 biją się o to, by z tą ósemką walczyć w fazie pucharowej. Barcelona była druga, a Real Madryt do ósemki się nie załapał, musiał walczyć z City o awans. Wygrał lekko, bo City miało jeszcze większy kryzys. Potem był dramatyczny dwumecz z Atlético wymęczony w rzutach karnych, a w ćwierćfinale zasłona opadła. Arsenal wygrał 3-0, a na Bernabéu 2-1, i znów skompromitował Los Blancos. Tyle.
BOHATER (Plus sezonu)
Nie ma co długo szukać – to Kylian Mbappé, który mimo falstartu ostatecznie strzelił 43 bramki (rekord w debiutanckim sezonie) i zdobył Złoty But dla najlepszego strzelca Europy. Kapitalny był tez Fede Valverde, cichy bohater drugiego planu, żelazne płuca Madrytu. Wyróżnić wypada też Raúla Asencio, obrońcę z Castilli, który dosłownie wyważył drzwi do pierwszego składu. Ancelotti by go przegapił, jak innych wychowanków, ale w pewnym momencie nie miał kim grać i zaryzykował. Opłaciło się.
ROZCZAROWANIE (Minus sezonu)
Trudno wybrać jednego antybohatera, bo cała drużyna była kiepska, ale moim zdaniem na to miano zasługuje Carlo Ancelotti. Zagubiony, wycofany, bezradny, konfabulujący na konferencjach, bojaźliwy i niesprawiedliwy. To szef, kapitan statku. Jak trener nie umie wskazać kierunku ani wymusić zaangażowania, to drużyna nie może funkcjonować. I nie funkcjonowała. Z piłkarzy największy zawód sprawił Rodrygo, który miał jeden świetny miesiąc (styczeń), a poza tym same długie kilkunastomeczowe serie bez gola. Najgorszy w pierwszej połowie sezonu był Tchouaméni, ale potem się ogarnął i zrehabilitował – w 2025 roku grał świetnie, chociaż dalej mam wątpliwości, czy to odpowiedni pivot dla Realu.
PODSUMOWANIE
W zasadzie to wszystko już napisałem na wstępie. Niby dwa trofea, ale sezon słabiutki, bo tę drużynę stać na wiele więcej. Na lepszą grę, większe zaangażowanie, lepsze statystyki. Chłopaki po prostu olali temat, a trener na to przyzwalał, wystawiając ciągle te same nazwiska, bez względu na formę i podejście do swoich obowiązków. Pozostaje mieć nadzieję, że w przyszłym roku pod batutą nowego trenera panowie pokażą więcej ambicji i nie będą wybierać, w które dni pracują, a w które tylko udają, bo im się nie chce. Xabi Alonso raczej na to nie pozwoli.
