NEW MODEL ARMY Unbroken 2024

New Model Army Unbroken 2024

Płyty grupy New Model Army są dość trudne do komentowania. Ten zespół o nowofalowych korzeniach, niezmiennie pod dowództwem Justina Sullivana, już od 40 lat raczy nas swoją muzyką. Nigdy nie gonił za popularnością, nie lansował hitów, nie ulegał modom i nie dał się skomercjalizować. Ma swoje grono oddanych fanów i rzadko poza nie wykracza. Również w Polsce, gdzie często i chętnie koncertuje (w marcu odwiedzi Kraków, Warszawę, Gdańsk i Poznań). Być w tym gronie to pewien przywilej, bo muzyka NMA jest warta docenienia. Ja może do wielkich fanów się nie zaliczam, niemniej szanuję to, co panowie robią, czemu daję wyraz w kolejnych recenzjach. Poprzednia płyta From Here z 2019 roku zapunktowała wysoko (celowo pomijam ubiegłoroczną Sinfonię nagraną z orkiestrą symfoniczną, bo to album retrospekcyjny). A jak wypada najnowsza propozycja zespołu zatytułowana Unbroken?

„Pisaliśmy i nagrywaliśmy pomysły we własnym studiu od połowy 2021 roku i już na początku zdecydowaliśmy, że naszym numerem jeden przy miksowaniu będzie legendarny Tchad Blake. Album brzmi tak jak my, ale znowu inaczej i został pięknie zmiksowany – jest pełny i dynamiczny” – to komentarz zespołu. Trudno, by grupa nie była zadowolona ze swego najnowszego dzieła, jakie by ono nie było. Ale akurat w tym przypadku to całkiem trafne słowa. Unbroken trzyma poziom i nie rozczaruje wytęsknionych fanów. Czy pozyska nowych? Nie sądzę. Nie wnosi niczego nowego. To po prostu kolejna porcja galopujących piosenek wyrosłych z postpunkowych korzeni, z wysuniętym dudniącym basem Ceri Mongera oraz intensywną perkusją Michaela Deana. Na płycie rządzi więc rytm (tu ukłon w stronę plemiennej Between Dog And Wolf z 2013 roku), lecz oczywiście mistrzem ceremonii jest Justin Sullivan, jego gitara i zmęczony głos wykrzykujący komentujące rzeczywistość teksty.

Dobrze się tej przepełnionej energią muzyki słucha, jednak problem pojawia się, gdy chciałbym wymienić najlepsze utwory. Zwykle pierwsze nagrania decydują o tym, czy chcemy brnąć dalej, i tutaj ten początek zdaje egzamin. First Summer After to New Model Army w pigułce. Pilotował wydawnictwo na singlu, zawiera wszystkie elementy charakterystyczne dla stylu grupy, w tym transowy, hipnotyzujący rytm. Language już tak nie rusza, ale Reload to nagranie wyjątkowo ciężkie jak na Sullivana i spółkę. Również ciężki, lecz zarazem mocno przebojowy jest kolejny singel, Coming Or Going, lecz mnie bardziej fascynują inne klimaty, bardziej refleksyjne, jakie oferuje najdłuższy w zestawie Cold Wind. Leniwy początek, stopniowo rosnące napięcie i mocarny finał. Lubię takie granie, ale odrobina wyrazistości by nie zaszkodziła. Podobnie w innej perełce zatytułowanej Idumea, która po lirycznym wstępie zaczyna pulsować afrykańskimi rytmami. To z grubsza tyle, choć nie wykluczam, że jutro wymieniłbym inne utwory. Unbroken to bowiem dość równy album, nic specjalnie nie wybija się ponad resztę. New Model Army kazał czekać 5 długich lat, ale było warto. Mimo wszystko poprzednik urzekł mnie nieco bardziej.

Moja ocena 3/5

Udostępnij

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: