GREEN DAY Saviors 2024

Green Day Saviors 2024

Recenzując najnowszy album Green Day trzeba koniecznie spojrzeć na liczby i mocno nawiązać do historii zespołu. Formalnie Green Day to amerykański zespół punkrockowy powstały w 1986 roku w Kalifornii z inicjatywy wokalisty i gitarzysty Billiego Joe Armstronga i basisty Mike’a Dirnta. Ich pierwszy wielki sukces komercyjny przyniósł trzeci album Dookie wydany na początku 1994 roku. Liczne nagrody, wielomilionowa sprzedaż i nagle punk rock znów stał się modny. Jednak zespół ewoluował i gdy 10 lat później wydał swój najsłynniejszy i najlepszy krążek American Idiot, ten z punk rockiem już miał niewiele wspólnego. Green Day urozmaicił brzmienie, rozbudował kompozycje (nawet do 9 minut), nagrywał też bliskie popowej estetyce przeboje, jak choćby Boulevard Of Broken Dreams. Potem bywało różnie, ostatnio nawet bardzo kiepsko, ale w okrągłą rocznicę tych dwóch dzieł panowie znowu postanowili namieszać i z hukiem wrócić do korzeni. Zaprosili do współpracy Roba Cavallo, który był producentem obu wymienionych płyt, i zaserwowali ostrą jazdę pod tytułem Saviors. Płytę, która naprawia wszystko to, co popsuli cztery lata temu na nieudanym albumie Father Of All Motherfuckers, któremu z rozpędu dałem dwie gwiazdki, a powinienem był znacznie mniej.

W zasadzie w tym ostatnim zdaniu już oceniłem nową muzykę Green Day. Jest ostro, zadziornie, choć nie zabrakło dwóch nudnych ballad, ale to nie szkodzi, gdy utworów jest 15. Całość trwa 46 minut (niemal dwa razy tyle co poprzednio), więc panowie uszanowali słuchaczy, a pierwsze 5 utworów wydano na singlach, czyli od razu na starcie dostajemy to, co najlepsze. Pilotujący wydawnictwo The American Dream Is Killing Me przypomina mi American Idiot – dynamika, konstrukcja, i wyśmiewanie amerykańskich absurdów. Look Ma, No Brains! to punkrockowa jazda bez trzymanki. Nieco lżejszy Bobby Sox nawiązuje do biseksualizmu Armstronga, One Eye Bastard łapie za twarz i porywa kapitalnym refrenem, z kolei Dilemma jest z tych singli najbardziej melodyjny, a traktuje o alkoholizmie lidera. Aż 5 singli, czy to nie przesada? Dla mnie to jedynie dowód, jak konkretne i wyraziste są nowe utwory Green Day. Nie są to hymny rockowe, utwory na dekady, ale po prostu dobre rockowe, czy jak kto woli – punkrockowe piosenki. A to już coś, bo cztery lata temu żadne z nagrań się do nich nie umywało. Dodam, że to nie koniec, że hitowy potencjał mają Coma City, rozpędzony 1981, ciężki i agresywny Living In The 20’s czy Strange Days Are Here To Stay, który zaczyna się identycznie jak Basket Case, pierwszy wielki singlowy hit Green Day z 1994 roku. Piękne nawiązanie do 30-letniej klasyki.

Teraz najtrudniejsza część recenzji – ile dać gwiazdek? Bo w sumie Saviors to po prostu solidna rockowa robota. Nic wielkiego. Nic nowego. Ale daje dużo frajdy, i chyba to jest najważniejsze. Więc skoro słabemu poprzednikowi dałem 2, to tutaj nie wypada mniej niż 4.

Moja ocena 4/5

Udostępnij

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: