CHELSEA-REAL 2-0 Chelsea eliminuje Real i zagra z City w angielskim finale Ligi Mistrzów

Chelsea-Real Madryt 2-0 Liga Mistrzów 2021 półfinałTydzień temu Real Madryt zremisował w Madrycie z Chelsea 1-1 w pierwszym półfinałowym meczu Ligi Mistrzów, i dzisiaj w Londynie tylko zwycięstwo (lub wysoki remis) dawał Królewskim awans do upragnionego finału w Stambule. Ale jak tu wygrać ze świetnie zorganizowaną drużyną Tuchela i to na jej terenie? Spotkanie w Madrycie pokazało totalną niemoc ekipy Zidane’a, która w całym meczu oddała ledwie dwa celne strzały i tylko efektywności Benzemy i paradom Courtois zawdzięcza remis. Remis, który w roli faworyta do awansu stawiał Chelsea, lecz zarazem dawał madrytczykom nadzieję, że jeszcze nie wszystko stracone i ten naznaczony kontuzjami sezon można jeszcze uratować. Ale dzisiaj trzeba było zagrać zupełnie inaczej. Real nie zagrał inaczej. Na dodatek zabrakło tego, co kuleje od odejścia Cristiano Ronaldo – mocy z przodu.

Na początku gra jeszcze mogła się podobać – Królewscy nie dali się zdominować, jak w Madrycie, nie panikowali, ale rozgrywali akcje bardzo wolno. Wyglądało, jakby remis ich satysfakcjonował. Tymczasem podopieczni Tuchela wyczekiwali na błędy rywala i wtedy szybko kontrowali. Jedna z takich akcji zakończyła się golem, ale Werner był na minimalnym spalonym. Real nie wyciągnął żadnych wniosków i chwilę później stracił już prawidłowego gola. Nic to nie zmieniło – dalej Królewscy nie grali swojej piłki i byli kompletnie nijacy z przodu, chociaż wypracowali dwie niezłe okazje, ale strzały Benzemy obronił Mendy. Na przerwę Chelsea schodziła z prowadzeniem 1-0.

Po zmianie stron należało oczekiwać poprawy gry Los Blancos, większego zaangażowania, agresji, sportowej złości, przynajmniej próby odwrócenia złego wyniku. Nic takiego nie miało miejsca, a wręcz było jeszcze gorzej. Piłkarze Zidane’a dalej grali wolno, statycznie, bez pomysłu. Nie było widać, że im zależy, że wyszli walczyć ze wszystkich sił o finał najważniejszych rozgrywek. Grali jak na treningu. Chelsea zaczęła od strzału Havertza w poprzeczkę, a każda akcja szybkich i świetnie zorganizowanych londyńczyków pachniała golem. Ruch bez piłki, ustawienie, gra na jeden kontakt – wszystko to Chelsea wykonywała perfekcyjnie. Tuchel świetnie przygotował mecz, a Zidane ewidentnie nie odrobił lekcji. Po słabym meczu w Madrycie, gdzie Niemiec go wypunktował, nie wyciągnął żadnych wniosków. Również w przerwie nie zareagował i nie zrobił nic, by odmienić obraz meczu. Chelsea na tle Realu wyglądała jak rój pszczół atakujący opasłego niedźwiedzia. Dwie sytuacje sam na sam wybronił Courtois utrzymując Real w grze, ale co z tego, skoro w ataku Los Blancos nie istnieli, nie umieli nic stworzyć. Nie byli nawet blisko strzelenia gola. Zmiany też niewiele dały, bo przyszły za późno, nie zmieniły ustawienia, a tym bardziej nie dodały drużynie pomysłu ani szybkości. Dalej była kompletnie bezbarwna z przodu, nie tworzyła żadnego zagrożenia, a pod koniec Chelsea dołożyła drugą bramkę, żeby nie było żadnych wątpliwości, kto tu jest lepszy. To i tak minimalny wymiar kary. Zamiast rozpaczać nad słabą grą Królewskich można się raczej dziwić, jakim cudem ta drużyna dotarła tak wysoko.

Chelsea zasłużenie awansowała do finału Ligi Mistrzów, gdzie zmierzy się z Manchesterem City Pepa Guardioli. Aż nie do wiary, że Pep aż 10 lat czekał na swój kolejny finał, natomiast Thomas Tuchel zagrał na nosie włodarzom PSG. Katarczycy w grudniu zwolnili go z funkcji trenera, a tymczasem to on ze swoją nową ekipą awansował do wielkiego finału, podczas gdy paryżanie obeszli się smakiem. Madridistas z kolei mogą żałować straconej szansy. Z pewnością finał byłby wynikiem ponad stan nękanego przez kontuzje Realu, ale przecież było tak blisko. Szkoda, że piłkarze pracowali cały rok, by nawalić na ostatniej prostej. Real Madryt dzisiaj nie istniał, i to najbardziej boli. Zidane nie przygotował tego meczu taktycznie, a zawodnicy nie stanęli na wysokości zadania. Pozostaje już tylko walka o mistrzostwo Hiszpanii i wypada mieć nadzieję, że ta bolesna porażka nie podłamie morale drużyny, bo ten sezon ciągle jeszcze może być udany. Pod warunkiem, że panowie w ogóle chcą cokolwiek wygrać, bo dzisiaj zupełnie na to nie wyglądało.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: