SHAKRA Mad World

Shakra Mad World recenzjaSHAKRA
Mad World
2020

Gdy szukamy następców AC/DC, zespołów kontynuujących drogę obraną we wczesnym etapie twórczości australijskich klasyków hard rocka, nasz wzrok (czy raczej: nasze uszy) siłą rzeczy podąża na Antypody, gdzie od kilkunastu lat działa Airbourne, klon wyjątkowo udany, ale i w Europie jest kraj, w którym tradycje braci Young są szczególnie mocno zakorzenione. To Szwajcaria. Już w latach 70. powstał Krokus, zaś lata 90. przyniosły debiut dwóch najlepszych grup hardrockowych – Gotthard i Shakra. Obie działają do dzisiaj (Krokus zresztą też), ich płyty nieustannie trzymają poziom, czego dowodem płyty 13 (Gotthard) i Mad World (Shakra). Omówię krótko tę drugą, bo bije na głowę propozycję Gotthard, i jest kwintesencją wypracowanego przez lata stylu zespołu. Stylu, w którym mocne riffy i soczyste brzmienie wspomaga wzorcowo pracująca sekcja rytmiczna, a piosenki porywają rytmem i przebojowością.

Swoje najlepsze płyty zespół wydał jeszcze w poprzednim stuleciu – debiutancki krążek Shakra i drugi Moving Force rozwalały system. Potem nadal było nieźle, ale ukłon w stronę komercji i złagodzenie brzmienia nie wyszły formacji na zdrowie. Moc wróciła wraz z nowym wokalistą – John Prakesh śpiewał na albumach Back On Track (2011) i Powerplay (2013), ale w 2014 roku odszedł i przed mikrofon powrócił Mark Fox. Forma jednak pozostała, płyty High Noon (2016) i Snakes & Ladders (2017) był naprawdę udane, pełne hitowych numerów, ale dopiero najnowsza propozycja Mad World nawiązuje do genialnego debiutu. Nawiązuje głównie dynamizmem kompozycji, bo brzmienie jest świeże i współczesne. Oczywiście mamy do czynienia z rasową formą hard rocka, bez artystycznych odjazdów i upiększeń, chłopaki łoją równo i melodyjnie, a na koniec serwują obowiązkową balladę (która mnie akurat nie rusza, ale zgodnie z tradycją musi być). Na starcie czadowy Fireline, zaraz potem singlowy hicior Too Much Is Not Enough, nie ustępuje mu tytułowy Mad World czy Thousand Kings, również trochę cięższy Son Of Fire. Bardziej stadionowy charakter ma I Still Rock, z kolei Turn The Light On czy When He Comes Around to propozycje nieco lżejsze, bardziej radiowe. Zresztą nie ma sensu więcej wymieniać, bo wszystkie utwory są melodyjne, przebojowe i przyjemnie kołyszą w rytm mocnych riffów i nośnych refrenów. Shakra jest w świetnej formie i chociaż to bardzo proste granie, musi cieszyć każdego fana klasycznego hard rocka rodem z lat 70. i wczesnych 80. Panowie, tak trzymać!

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: