Zinédine Zidane – wielki geniusz czy wielki farciarz?

Zinedine Zidane trener Real MadrytPytanie mocno prowokacyjne, bo przecież po tak spektakularnym sezonie w wykonaniu Realu Madryt nie na miejscu jest pisanie czegokolwiek złego o jego trenerze, ale warto chwilę zastanowić się nad fenomenem Zizou, bo przecież takiej huśtawki nastrojów dawno w Madrycie nie mieliśmy. Prawdziwego mężczyznę poznaję się po tym, jak kończy, i pod tym względem Zinédine Zidane wygrywając 5 z 7 dostępnych pucharów sprawdził się lepiej niż można było przypuszczać. Jednak nie zawsze było tak różowo – Królewscy często irytowali swą monotonną grą bez stylu, a wybory Francuza, zwłaszcza faworyzowanie będącego w słabej formie Benzemy, pozostawiały wiele do życzenia. Sam wielokrotnie narzekałem na to, co oglądam, aczkolwiek efektowny finisz wynagrodził te kibicowskie cierpienia. Proponuję więc krótką analizę pracy Zidane’a w minionych rozgrywkach z argumentami za i przeciw.

1. Brak zdefiniowanego stylu gry jego drużyny
To prawda, że Real często wygrywał bez porywających akcji zespołowych, bez cieszącej oko dynamicznej i przebojowej gry, a tylko dzięki geniuszowi i przebłyskom formy poszczególnych piłkarzy. Zidane nie nadał stylu grze madrytczyków, która bazuje na nieustannych wrzutkach w pole karne. To wszystko prawda. Ale druga strona medalu jest taka, że ta trudność określenia, jak zagra Real, uniemożliwiała przeciwnikom pokonanie go. Królewscy dostosowują się do rywala, potrafią zagrać w dowolny sposób, płynnie zmieniać formacje i reagować na boiskowe wydarzenia. Ten „brak stylu”, chociaż uciążliwy dla oka, może więc być również atutem. Każdy wie, jak zagra Barcelona. Nikt nie wie, jak zagra Real.

2. Minimalizm w ataku, nudna i zachowawcza gra
To był główny zarzut w pierwszej fazie rozgrywek. Real grał na pół gwizdka, unikał intensywności i nie dobijał rywala, zadowalał się skromnym prowadzeniem, wygrywał na styku strzelając często gole w ostatnich minutach. Ale jednak wygrywał. Ale jednak zagrał rekordowe 40 kolejnych meczów bez porażki, nawet jeśli sporo z nich remisował. Ale jednak dzierży rekord 65 kolejnych meczów ze strzelonym golem. Ale jednak zdobył w sezonie 173 bramki, tylko o jedną mniej od słynnego sezonu rekordów Mourinho 2011/2012, więc chyba nie było tak źle? Mogło być lepiej? Owszem, mogło, potencjał tej kadry jest większy i nie do końca został wykorzystany, lecz mimo tych narzekań drużyna wykręciła znakomite statystki. Ten minimalizm można poprawić, gdy więcej szans na grę dostaną młode wilki kosztem leniwych weteranów. Może już w następnym sezonie?

3. Nierówne traktowanie piłkarzy, faworyzowanie Benzemy i BBC
Tego się nie da wybronić. To jedyna poważna rysa na pracy Zidane’a. Z jednej strony to najlepiej rotujący składem trener – grali u niego wszyscy i każdy piłkarz dołożył cegiełkę do ostatecznego sukcesu. Z drugiej – nie wszyscy zawodnicy grali na równych i uczciwych zasadach. Trener, który tak często podkreślał znaczenie pracy, powinien być wyczulony na boiskowe lenistwo i brak pracy w pressingu, a jednak wystawiał obijającego się i będącego pod formą rodaka Benzemę, chociaż wychowanek Morata grający o połowę mniej mógł się pochwalić lepszymi liczbami. Podobnie można się dziwić traktowaniu Jamesa czy Isco, aczkolwiek ten ostatni wiosną wszedł do składu na skutek kontuzji Bale’a.
Mimo wszystko należą się wielkie brawa dla Zizou za utrzymanie dobrej formy, atmosfery i motywacji wśród rezerwowych. Nawet jeśli niektórzy z nich czują się niedocenieni i zapewne odejdą latem do innych klubów w poszukiwaniu ważniejszej roli, to bez tej motywacji pucharów by nie było, zwłaszcza przy tak fatalnej dyspozycji na przestrzeni całego sezonu ofensywnego tria BBC (Bale nie grał, Benzema nie strzelał, a Cristiano obudził się pod koniec rozgrywek). Zizou nie był sprawiedliwy, być może przy innych wyborach byłoby mniej nerwów i więcej punktów/bramek, ale właśnie częstymi zmianami składu wygrał sezon. Z rotacji uczynił sztukę i podkreślił znaczenie grupy ponad jednostkę, co okazało się kluczem do sukcesu. Liczę na kontynuację tego trendu, chociaż sytuacja, w której rezerwowy skład gra dużo lepiej niż podstawowy, na pewno nie jest normalna. Mam nadzieję, że tym razem Francuz nie będzie uparcie lansował emeryckiego składu CKM+BBC i wpuści trochę świeżej krwi.

4. Walka do końca z najsłabszą od lat Barceloną
To hasło często przewijało się w wielu pomeczowych komentarzach na forach internetowych. Nie jestem zwolennikiem umniejszania komukolwiek, tym bardziej Katalończykom, którzy bezapelacyjnie zdominowali ostatnią dekadę i wygrali więcej od Realu. Mają świetny projekt sportowy, trzech techników wirtuozów z przodu, więc wcale nie są tak słabi. Owszem, jak na swoje możliwości natracili sporo punktów, ale czy byli najsłabsi od lat? Ta drużyna strzeliła w La Liga 116 goli – to jej najlepszy wynik w historii. Potrafiła ograć rozpędzony Real w Madrycie. Więc chyba nie było tak źle? Fakt, że walka o mistrzostwo trwała do ostatniej kolejki, dowodzi jedynie, że to w Realu jest jeszcze sporo do poprawy. Królewscy też frajersko tracili punkty (głównie przez własną nonszalancję, niedocenianie rywala, brak intensywności i zaangażowania), nie dominowali jak ekipa Mourinho w „lidze 100 punktów”, ale na przestrzeni sezonu byli bardziej regularni od rywala z Katalonii. Ani więc Barcelona nie była tak słaba, ani Real tak dobry. Zidane zawalił taktycznie Klasyk na Bernabéu i to trochę boli, lecz generalnie w większości meczów wykonał znakomitą pracę. I tak właśnie należy podsumować jego pracę. Zizou popełniał błędy, ale kto ich nie popełnia? Jako nowicjusz miał do tego prawo. Mógł kilka rzeczy zrobić lepiej i zapewne to poprawi. Miał swoje preferencje, bo też ma do nich prawo, nawet jeśli jego wybory nie są po myśli kibiców. Wygrał co miał wygrać, tym samym zasłużył, by móc dalej decydować i pracować po swojemu. Geniusze też czasem muszą mieć farta. Trzeba mu zaufać, że będzie jeszcze lepiej, że drużyna nie popadnie w marazm, dokona odpowiednich wzmocnień, że będzie grać równie efektywnie i bardziej efektownie. Nawet z nieszczęsnym Benzemą.

Na koniec moje podsumowanie indywidualności sezonu 2016/2017 w Realu Madryt:
Sergio Ramos król cesarz kapitan Real Madryt– najlepszy transfer:   Antonio Pintus, trener od przygotowania fizycznego
– odkrycie sezonu:   Asensio
– serce i zaangażowanie:   Lucas Vázquez
– pewniak z ławki:   Kovačić
– killer z ławki:   Morata
– najlepszy zmiennik:   Nacho
– największy progres:   Isco
– niewykorzystany:   Mariano
– niedoceniony:   James
– ratownik sezonu:   Ramos
– zawodnik widmo:   Coentrão
– zawodnik szklanka:   Bale
– obciach sezonu:   Benzema

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: