AFTERMATH

Aftermath recenzja Arnold Schwarzenegger AFTERMATH
Aftermath
2017, USA
dramat
reż. Elliott Lester

Arnold Schwarzenegger jako aktor budzi konkretne skojarzenia – to ekranowy twardziel, idol kina akcji i prawdziwy „terminator” dla swoich przeciwników. Obsadzenie go w kameralnym dramacie to zabieg odważny i ryzykowny. Arnie jednak dał radę i zagrał naprawdę znakomicie. Wreszcie zagrał, zaimponował sztuką aktorską, a nie tylko mięśniami (zresztą przy 70-tce na karku i tak niewiele z nich zostało) i eliminowaniem kolejnych celów. Aftermath (z ang. następstwo, wynik czegoś) to oparta na faktach historia zderzenia dwóch samolotów nad niemieckim Überlingen z lipca 2002 roku i wydarzeń, jakie rozegrały się ponad rok później w następstwie tego wypadku. Fabuła skupia się na dwóch osobach – mężczyźnie, którego żona i córka zginęły w katastrofie (Arnold Schwarzenegger) oraz kontrolerze ruchu lotniczego (Scoot McNairy), którego błąd do niej doprowadził. Jeden nie potrafi poradzić sobie ze stratą, drugi cierpi z powodu poczucia winy. Jeden pragnie zemsty, drugi szansy na nowe życie.

To nie jest film akcji. Rozterkom bohatera towarzyszy mroczny i duszny nastrój, a powolna narracja wymaga od widza dużo cierpliwości. Chwilami za dużo. To seans dla tych, którzy lubią oszczędne, kameralne kino, coś w rodzaju Maggie z 2015 roku, gdzie także Arnold odegrał rolę zupełnie inną niż zwykle. Tam też się sprawdził, ale sam scenariusz nie przekonywał. Identycznie tutaj – dzieje się niewiele, a ostateczne rozwiązanie (choć absurdalne i bezsensowne) jest oczekiwane i nie stanowi żadnej niespodzianki. Nawet dla tych, którzy nie znają faktów sprzed 15 lat. To minus produkcji, na której ja się nieco wymęczyłem. Jednak mimo błahej treści Aftermath to całkiem solidne, skłaniające do refleksji kino.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: