FAST & FURIOUS 8 Szybcy i wściekli 8

Fast Furious Szybcy wściekli 8 recenzjaFAST & FURIOUS 8
Szybcy i wściekli 8
2017, USA
akcja
reż. F. Gary Gray
altaltaltaltalt
Długo się zastanawiałem, jak podejść do opisania wrażeń z kolejnej części kultowej serii Szybcy i wściekli. Części, która nie powinna powstać, gdyby to inne wartości niż kasa liczyły się w świecie filmu. Jednak i bez Paula Walkera twórcy poradzili sobie doskonale, a jego śmierć użyta jako chwyt marketingowy jest jedynie motorem napędowym do jeszcze większych zysków z biletów. Już zanotowano rekord otwarcia, a będzie jeszcze lepiej, bo film idealnie trafia w gusta współczesnych fanów kina akcji. Tak, akcji, bo seria o tuningu i nielegalnych wyścigach samochodowych już dawno zatraciła dawny charakter, ewoluowała w kierunku widowiskowej sensacji i trzeba to zaakceptować. Ma być kolorowo, efektownie, z wieloma bajerami, za to bez sensu i logiki – czyli dokładnie tak, jak wymaga niezbyt ambitny widz. I tak właśnie jest. Szybcy i wściekli 8, w oryginale The Fate Of The Furious albo Fast & Furious 8 (w zależności od kraju), oferuje wszystko to, co poprzednie dwie części, za wyjątkiem klasy zakończenia części 7. Aczkolwiek i tutaj twórcy znaleźli sposób, by jeszcze raz uczcić pamięć Paula Walkera. I chwała im za to.

Teraz wracam do pierwszego zdania – jak opisać film, który jest identyczny jak poprzednik (a poprzednik miał ten sam problem)? Przepisać recenzję sprzed dwóch lat? Po namyśle zrezygnowałem z opcji kopiuj-wklej, ale właściwie to powinienem powtórzyć wiele uwag. Zgodnie z regułą reżyser jest inny (Felix Gary Gray – nowojorczyk, który najlepsze filmy realizował dwie dekady temu), ale cała reszta bez zmian. Pokręcona historia (tym razem Toretto przechodzi na ciemną stronę mocy), jeszcze więcej tajemnic i fabularnych twistów, równie dużo efektownych pościgów i strzelanin, wiarygodność zerowa, prawa fizyki nie istnieją, a moje życzenie obniżenia poziomu absurdu nie zostało spełnione. Wręcz przeciwnie – już nic tu nie dziwi, nawet cudowne przemieszczanie się bohaterów do kolejnych lokalizacji, okręt podwodny doganiający wyścigowe superauta czy korygowanie ręką toru torpedy sunącej po lodzie. I tak ogląda się to znakomicie, zwłaszcza kapitalnie zrealizowany wyścig na Kubie (zanim wejdzie właściwa akcja pełna bzdur do kwadratu) ma w sobie coś z klimatu starych części, i miłośnicy odsłon nr 5, 6 czy 7 odnajdą się tu znakomicie. Widowisko przednie, reżyseria sprawna, jest trochę scen zabawnych, kilka uroczych z niespodziewanym bohaterem, zaś show kradnie Jason Statham, w siódemce potraktowany po macoszemu przez Jamesa Wana, który wreszcie dostał rolę na miarę swojego emploi, oraz – tu już moja męska słabość: zjawiskowa Charlize Theron, genialna jako zimna i beznamiętna femme fatale, dając pewien powiew świeżości przy stałej obsadzie (w przeciwieństwie do Kurta Russella, którego pseudonim „Pan Nikt” idealnie pasuje do kreacji, oraz zaledwie przelatującej przez ekran Helen Mirren). Reszta ekipy w normie. A realizm? Umówmy się, nie po realizm idziemy do kina. Od piątej odsłony Szybcy i wściekli to nieco inna wersja Avengers i tak to trzeba odbierać, wtedy wszystko jest na miejscu. Odbajerowana bajeczka dla dorosłych, z tłukącymi się twardzielami, seksownymi kobietami i wypasionymi furami oraz przekazem, że pracując zespołowo osiągnąć można wszystko. Dwie godziny prawdziwie hollywoodzkiej rozrywki dla niewybrednego widza. Jeśli tego oczekujecie – walcie do kina. Jeśli czegoś więcej – to nie ten adres.

Przyznam, że mam zawsze kłopot przy ocenie tego typu filmów. Szybcy i wściekli to najbardziej efektowna seria ostatnich lat i daje widzowi dokładnie to, co powinna – dobrą zabawę. Nie wolno tego traktować poważnie. Przy takim luźnym nastawieniu nie ma na co narzekać. Ale stąd tylko krok do akceptacji kiczu i nazywania disco polo dobrą muzyką, bo ludzie dobrze się przy tym bawią. Seria ewoluowała, można to zrozumieć, zadania są coraz trudniejsze, akcje bardziej niedorzeczne. Pytanie: gdzie jest granica? Czy ona w ogóle istnieje? Scenarzysta Chris Morgan brak pomysłów nadrabia natężeniem absurdu, a gdy napiszę, że bardziej idiotycznie już się nie da – w kolejnej odsłonie znów udowodni, że się mylę. To błędne koło, droga donikąd. A może nie, bo kina są pełne, portfele twórców też, więc chyba ten kierunek zostanie zachowany. Może w części nr 9 chłopaki polecą na księżyc ścigać się z rakietą? Lubię tę serię, lubię efektowne widowiska, po nie idę do kina, ale co za dużo to niezdrowo. Czy wizualny przesyt rekompensuje fabularny niedosyt? Moim zdaniem nie w pełni. Mimo wszystko i tak mi się podobało.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Komentarze do: “FAST & FURIOUS 8 Szybcy i wściekli 8

  • Marzynia

    (12 maja 2017 - 12:44)

    Pana recenzje są znakomite 🙂

    • Sławek

      (24 maja 2017 - 18:51)

      Dziękuję za uznanie, cieszę się gdy się komuś podoba 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: