GEORGIUS String Theory

Georgius String Theory recenzja Jerzy AntczakGEORGIUS
String Theory
2016
altaltaltaltalt
Gdy dwa lata temu swój debiutancki solowy album Ego, Georgius opublikował Jerzy Antczak, współzałożyciel i gitarzysta grupy Albion, formacji doskonale znanej miłośnikom polskiej sceny progresywnego rocka, chwaliłem go pod niebiosa za cudowne melodie i umiejętność budowania nastroju, za przestrzenną, wielobarwną i pełną emocji muzykę. To był mój polski album roku 2014, który bardzo zaostrzył apetyt na kolejny solowy projekt tego utalentowanego muzyka. I oto jest – Antczak niedawno wydał drugą płytę String Theory. Już nie firmuje jej własnym nazwiskiem, ukrył się pod pseudonimem Georgius, lecz cała reszta pozostała bez większych zmian. To podobne klimatyczne granie jak na debiucie z dominującą rolą gitarowych solówek i elektroniki, lecz teraz motywy są dłuższe – zamiast 12 krążek oferuje 6 kompozycji spiętych w jedną suitę. Oczywiście znów kompozytorem utworów i autorem tekstów jest Antczak, on też gra na gitarach, klawiszach, programuje sekwencery i śpiewa. Wspomaga go grupa przyjaciół – Rafał Paszcz na perkusji, Krzysztof Wyrwa na basie, Anna Batko i Aisha w partiach wokalnych.

Mimo znacznego rozbudowania kompozycji (najkrótsza trwa ponad 7 minut) String Theory wydaje się bardziej przystępny dla przeciętnego słuchacza niż malowniczy, pełen elementów etnicznych i klimatów world music, przyjmujący często ilustracyjną formę poprzednik. To zasadnicza zmiana, więcej tu gitarowych popisów, kompozycje rozwijają się niczym klasyki Pink Floyd, słychać to dobrze już na starcie w 11-minutowym Howling Winds Of Jezebel z majestatycznym wstępem przywodzącym na myśl Shine On You Crazy Diamond. Dopiero w połowie nagrania dochodzi elektronika i wokal (najsłabsza strona autora), a gitara – tym razem potężna i dynamiczna, powraca w finale. Zbliżoną budowę ma Little Ant, kolejny kolos Antczaka, z bardziej przebojową melodią, uroczymi wokalizami w tle i obowiązkową gitarą pod koniec. Precipice ucieka w nieprzekonujące mnie akustyczne rejony, by w drugiej części zaatakować mocnymi riffami, z kolei A Pill to już progrock pełną gębą. In The Garden Of Despair przywołuje wspomnienia z debiutu i wydaje się być najbardziej zróżnicowanym brzmieniowo utworem, zaś zamykający zestaw The Saddest Piece In The World to pogodna piosenka, której poważny i refleksyjny tekst kontrastuje z frywolną melodią.

Żaden opis tych wszystkich kompozycji nie zastąpi ich słuchania, do czego serdecznie namawiam. To kolejny udany krążek Jerzego Antczaka, chociaż pod względem konstrukcji, pomysłu i wreszcie samych melodii (z wyeksponowaniem żeńskich wokali) bardziej mi przypadł do gustu ten sprzed dwóch lat. Wtedy zaskakiwał i znacząco podbił oczekiwania. String Theory ma inne zalety – większą spójność stylistyczną, dłuższe partie urzekającej gitary i ogólnie bardziej mroczny ton całego wydawnictwa. Aktywność muzyka ma jeszcze jeden plus – zmobilizowała do działania kolegów z grupy Albion. Antczak zapowiedział wznowienie działalności zespołu, serię koncertów i nowy album w 2017 roku.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: