LEGIA-REAL 3-3 Remis wstydu na Łazienkowskiej

Legia Real 3-3 Liga Mistrzów 2016/2017Rewanżowe spotkanie fazy grupowej Ligi Mistrzów między Legią a Realem rozegrano przy pustych trybunach. To kara za bydlęce zachowanie polskich kretynów (bo przecież nie kibiców) w meczu z Borussią. Zamiast piłkarskiego święta był więc mecz przyjaźni przypominający gierkę treningową. I nawet nie chodzi tylko o brak kibiców, lecz o postawę madryckich gwiazd. Jeśli dwa tygodnie temu narzekałem, że się nie wysilali i grali na pół gwizdka, to dzisiaj swoim lenistwem i lekceważeniem znacznie przebili występ na Bernabéu. Wydawało się, że niska temperatura zmusi ich do biegania, by się trochę rozgrzać, ale nic takiego nie nastąpiło. Po wczorajszym meczu Manchesteru City z Barceloną obserwując grę Królewskich odniosłem wrażenie, że to inna dyscyplina sportu. Zaczęło się obiecująco, bo już w 1 minucie pięknego gola z woleja strzelił Bale, lecz potem nie działo się nic godnego uwagi. Real grał niezdarnie, do tego powoli, spokojnie i nudno, nawet przy kontrach zwalniał akcję i wycofywał, bo po co się męczyć. Lepiej klepać bez końca w środku pola. Gdy już madrytczykom wyszła wymiana kilku podań, od razu padł gol na 2-0 (Benzema w 35 minucie), i to uśpiło ich czujność na tyle, że pozwolili odpowiedzieć Legii (Odjidja-Ofoe przy biernej postawie obrońców wykonał strzał życia) i do przerwy zostało 1-2. W 20 ostatnich meczach Real tylko 2 razy zachował czyste konto – chyba nie muszę tego komentować. Zidane się tym nie martwi. A chyba jednak powinien…

Po zmianie stron madrytczycy na chwilę podkręcili tempo, ale dalej było ono dalekie od przyzwoitości i nie przyniosło efektów. Za to uskrzydlona golem Legia grała mądrze, wyprowadzała szybkie kontry i wyrównała w 58 minucie po trafieniu Radovicia. Tu nie ma tłumaczenia, że Real grał na 25% czy jeszcze mniej. To profesjonalnemu klubowi nie ma prawa się zdarzyć. Ale skoro trener nie wymaga, jest ciągle zadowolony, wtedy tak to wygląda. Legia biegała i walczyła, a madrytczycy byli na wakacjach. Myśleli, że mecz sam się wygra. Który to już raz za kadencji Zizou? Zawodnicy w treningi wkładają więcej zaangażowania. Po wylosowaniu Legii mówiono o dwucyfrówce, a tymczasem Królewscy mieli poważne kłopoty z najsłabszą drużyną rozgrywek. Mistrzowie nie radzili sobie z drużyną środka tabeli jednej z najsłabszych lig Europy! Nie mieli chęci ani żadnego pomysłu na grę. Zidane nie reagował, za późno dokonał zmian, a na dodatek Legia w 83 minucie wyszła na prowadzenie za sprawą uderzenia Moulina. Kovačić wyrównał 2 minuty później, ale to wszystko. I nie ma znaczenia, że Lucas w ostatniej minucie uderzył w poprzeczkę czy że Real oddał kilka razy więcej strzałów. Ten mecz miał obowiązek wygrać, i to wygrać pewnie i wysoko. Ciekawe, czy Zizou znów będzie zadowolony…

Legia obnażyła mizerię Realu  i pokazała jego indolencję trenerską Zidane’a. Ja wiem, że facet wygrał Ligę Mistrzów, ale spoczął na laurach i pod jego wodzą drużyna nie tylko się nie rozwija, ale notuje poważny regres. Kiedyś Królewscy budzili respekt, ich zabójcze kontry siały strach – dzisiaj się kompromitują, są pośmiewiskiem Europy. Alfredo Di Stéfano pewnie się w grobie przewraca widząc jak zawodnicy olewają mecze i hańbią królewską koszulkę. Grają źle, brzydko, ślamazarnie, niekreatywnie i nieefektywnie, a trener nic z tym nie robi, wręcz nie zauważa problemu. Już był jeden taki, co rozwalił grę Realu i nie widział żadnego problemu – u niego się uczył Zidane. Jak widać, nauczył się bardzo dobrze. Niestety, zmiana szkoleniowca nic tu nie pomoże. Dopóki nie odejdzie leniwa i spełniona generacja, nie będzie poprawy. Będą pojedyncze zrywy, jak łaskawie paniczom się czasem zachce. Dzisiaj biegał tylko Bale i Kovačić, reszta nawet nie udawała. Teraz, by wygrać grupę (ktoś w to wierzy w ogóle?), trzeba ograć i Sporting, i Borussię. Jak to zrobić, skoro Legia za mocna?

Na koniec dodam, że już nawet nie chodzi o wynik meczu z Legią. Chodzi o toporny styl gry drużyny złożonej podobno z najlepszych, o nieumiejętność wymiany kilku podań, o schematyczność akcji, brak fantazji, polotu, wreszcie o skandalicznie wolne tempo i brak zaangażowania. Wynik z Legią to tylko efekt tych zaniechań. Pisałem o tym w wielu artykułach i komentarzach. Nic się nie zmienia. Trener zadowolony. Gracze też, bo będąc bez formy grają za nazwiska i jeszcze dostają podwyżki. Przy takim podejściu do swojej pracy każdy pracownik w innej firmie dawno by wyleciał na bruk. Ten klub jest chory od wewnątrz. Decydenci zdają się tego nie dostrzegać. Może dwa, trzy sezony bez trofeów otworzą im oczy? Bo grając taki futbol nie mogą na nic liczyć. Chyba że na cud, ale ten już się zdarzył w zeszłym roku – Real grając kiepsko wygrał Ligę Mistrzów. Nie mam co tu apelować do ambicji tych ludzi, bo po co? Gdyby byli ambitni, zasuwaliby do utraty tchu i dawali radość kibicom. Na razie plują im w twarz, dają tylko nerwy i rozczarowanie. Przed nimi teraz decydujące mecze z trudnymi rywalami. Najwyższa pora wrócić z wakacji i zacząć grać w piłkę.


Plus meczu: Kovačić
Minus meczu: Cristiano Ronaldo, Morata, Zidane i jego idiotyczna „taktyka” z wielką dziurą w środku pola.


Komentarz pomeczowy prowadzącego wiadomości sportowe w hiszpańskiej telewizji Josepa Pedrerola:
Intensywność, intensywność i intensywność? Dość żartów! Grają w Lidze Mistrzów i się rozprężają. Zidane musi zareagować, czas na uderzenie pięścią w stół. Czas zacząć wskazywać palcami. Zawsze te same stwierdzenia, zawsze te same żale. ?Zabrakło intensywności?, zawsze to samo. Ludzie mają już dość wymówek. To profesjonaliści dostający grube pieniądze, zawodnicy grający w Realu Madryt? i relaksują się na boisku. Jak tak może być? Wczoraj zremisowali z Legią, szóstą ekipą polskiej ligi. Co za różnica czy gra Benzema i Morata, czy grają czterema napastnikami, Real prowadził. Real prowadził 2:0, a zremisował. Dlaczego odpuścili? Kto naciskał? Nikt. Polacy w drugiej połowie robili, co chcieli. Real otarł się o ośmieszenie. A Morata? O co chodzi z brakiem świętowania gola kolegi? Dlaczego nie świętował bramki Benzemy? Ani on, ani Cristiano. Trzeba świętować gole kolegów. Trochę animuszu, karamba! Gracie dla Realu Madryt, jesteście uprzywilejowani, musicie oddawać swoje dusze. Błędy można wybaczyć, odpuszczania nigdy.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: