REAL MADRYT Podsumowanie sezonu 2014/2015

Real Madryt podsumowanie sezonu 2014/2015Jak zawsze po zakończeniu rozgrywek ligowych podejmuję się podsumowania sezonu w wykonaniu Realu Madryt. Sezonu, po którym rozczarowanie jest równie wielkie, jak wielkie były związane z nim oczekiwania. Opromieniona wygraniem Ligi Mistrzów drużyna przystępowała do rozgrywek jako ich faworyt. Głośno się mówiło o wygraniu wszystkich trofeów i obronie tytułu mistrzów Europy, zwłaszcza gdy 12 sierpnia Real w efektowny i oczywisty sposób zdobył Superpuchar Europy ogrywając 2-0 Sevillę. Potem przyszło brutalne sprowadzenie na ziemię – Królewscy przegrali dwumecz z Atlético o dominację w Hiszpanii (okazało się, że łatwiej wygrać trofeum europejskie niż Superpuchar we własnym kraju), a potem zanotowali falstart w Primera División przegrywając dwa z trzech pierwszych meczów. Ancelotti uspokajał, że to tylko chwilowa niedyspozycja, i rzeczywiście – od tego momentu Real wygrał 22 kolejne mecze (bijąc przy okazji rekord Barcelony 18 zwycięstw z rzędu), a jesień zakończył zdobywając 20 grudnia Klubowe Mistrzostwo Świata. Czy wtedy ktoś by uwierzył, że będzie to ostatnie trofeum madrytczyków?

TRANSFERY 2014
To jedyny aspekt, na który pod względem jakościowym nie można narzekać. Real pozyskał zaledwie 4 graczy, jednak wszyscy zaprezentowali się z dobrej strony. Nie było totalnych niewypałów a’la Illarramendi (trudno zrozumieć, co ten gracz jeszcze robi w Madrycie). James i Kroos stali się pierwszoplanowymi postaciami drużyny, godnie zastępując sprzedanych Di Maríę i Alonso. Hernández dostał od Ancelottiego niewiele szans na grę, lecz te nieliczne świetnie wykorzystał. 9 bramek i 9 asyst to całkiem dobry wynik, a na boisku Meksykanin prezentował się bardziej dynamicznie i przebojowo od przereklamowanego Benzemy. Z kolei bramkarz Navas grał jeszcze mniej więc trudno ocenić jego sezon. Na ławce wyglądał pewnie, ale po co go kupiono?
Pomijając jakość zakupów, trudno być zadowolonym z ich ilości. Kontuzje podstawowych graczy obnażyły mizerię ławki Realu, z której zresztą trener niechętnie korzystał. Carletto nie był stanowczy przy żądaniach, nie kupił tych, co trzeba i nie zadbał o formę tych, których miał. To tak w skrócie.

PRIMERA DIVISIÓN – LIGA HISZPAŃSKA
Wygranie ligi hiszpańskiej to był główny cel Realu Madryt. Zaledwie jeden tytuł w ostatnich 6 latach to wynik wstydliwy dla tak dumnego klubu, w który wpompowano setki milionów twardej waluty. Gdy po wspomnianym falstarcie drużyna odzyskała równowagę, tytuł był na wyciągnięcie ręki. Na półmetku Real bił strzeleckie rekordy i prowadził w tabeli wyprzedzając o 4 punkty Barcelonę, która pod wodzą nowego szkoleniowca Luisa Enrique gubiła sporo punktów. Jednak po wygraniu Klubowych Mistrzostw Świata w drużynie Ancelottiego coś pękło. Mechanizm się zaciął. Zupełnie jakby zawodnicy byli syci i spełnieni. Grali wolno, bez pomysłu, czasem bez ambicji i pełnego zaangażowania, a 0-4 na Calderón będzie pamiętane przez wiele lat. W 2015 roku rządzili Katalończycy – grali swobodnie, z polotem i radością, wygrali bezpośredni mecz z Realem, objęli prowadzenie w tabeli i już go nie oddali. Różnicy między tymi drużynami nie oddaje tabela – Real ostatecznie zdobył 92 punkty, tylko o 2 mniej od rywala, lecz niemiłosiernie męczył się niemal w każdym spotkaniu. Nie umiał stawić czoła silnym drużynom – zaledwie 4 punkty na 18 możliwych zdobyte z ekipami z Top4 La Liga mówią same za siebie. Barcelona zdobyła tych punktów 15 (wygrała oba mecze i z Atlético, i z Valencią). Real ligę przegrał na własne życzenie, podobnie zresztą jak rok wcześniej.
Na pocieszenie pozostało miano najbardziej bramkostrzelnej ekipy Primera División (Real zdobył aż 118 bramek – to drugi wynik w historii La Liga) oraz tytuł króla strzelców dla Cristiano Ronaldo, który mimo problemów osobistych i słabszej dyspozycji na początku 2015 roku, i tak pobił swoje rekordy strzeleckie zdobywając 61 goli, z tego 48 w Lidze.

La Liga 2014/2015 Pichichi – król strzelców Gole Mecze Średnia/mecz
Z R P Punkty Bramki 1.   Cristiano Ronaldo 48 35 1,37
1.   Barcelona 30 4 4 94 110-21 2.   Lionel Messi 43 38 1,13
2.   Real 30 2 6 92 118-38   3.   Neymar 22 33 0,67
3.   Atletico 23 9 6 78 67-29 4.   Antoine Griezmann 22 37 0,59
4.   Valencia 22 11 5 77 70-32 5.   Carlos Bacca 20 37 0,54
5.   Sevilla 23 7 8 76 71-45 6.   Aritz Aduriz 18 31 0,58
6.   Villarreal 16 12 10 60 48-37 7.   Alberto Bueno 17 31 0,55
7.   Athletic 15 10 13 55 42-41 8.   Luis Suárez 16 27 0,59
8.   Celta 13 12 13 51 47-44 9.   Karim Benzema 15 29 0,52
9.   Malaga 14 8 16 50 42-48 10.   Jonathas 14 34 0,41
10.   Espanyol 13 10 15 49 47-51 Asysty
11.   Rayo 15 4 19 49 46-68 1.   Lionel Messi 18 38 0,47
12.   Sociedad 11 13 14 46 44-51 2.   Cristiano Ronaldo 16 35 0,46
13.   Elche 11 8 19 41 35-62 3.   Luis Suárez 14 27 0,52
14.   Levante 9 10 19 37 34-67 4.   James Rodríguez 13 29 0,45
15.   Getafe 10 7 21 37 33-64 5.   Nolito 13 36 0,36
16.   Deportivo 7 14 17 35 35-60 6.   Karim Benzema 10 29 0,34
17.   Granada 7 14 17 35 29-64 7.   Koke 10 34 0,29
18.   Eibar 9 8 21 35 34-55 8.   Denis Czeryszew 9 26 0,35
19.   Almeria 8 8 22 32 35-64 9.   Gareth Bale 9 31 0,29
20.   Cordoba 3 11 24 20 22-68 10.   Isco 9 34 0,26

COPA DEL REY – PUCHAR KRÓLA
O Pucharze Króla nie trzeba wiele pisać, bo przygoda Królewskich skończyła się zanim się na dobre zaczęła. Po wyeliminowaniu trzecioligowca madrytczycy trafili na rywala zza miedzy i odpadli z rozgrywek. Atlético było prawdziwym katem Realu Ancelottiego – zabrało mu Superpuchar Hiszpanii, wyeliminowało z Copa del Rey i wygrało oba starcia w Primera División, czyli praktycznie odebrało tytuł mistrzowski. 7 meczów bez zwycięstwa z Rojiblancos to nowy niechlubny rekord Realu. W tym sezonie w każdym piłkarskim aspekcie Atlético było lepsze od drużyny Ancelottiego. Niestety.

CHAMPIONS LEAGUE – LIGA MISTRZÓW
Przez fazę grupową Ligi Mistrzów Real przeszedł jak burza – wygrał wszystkie mecze będąc najlepszą drużyną tego etapu rozgrywek. Jednak wiosną była to już zupełnie inna drużyna. W 1/8 udało się jeszcze wygrać 2-0 w Gelsenkirchen, ale rewanż na Bernabéu to był prawdziwy horror. Miało być rekordowe jedenaste zwycięstwo z rzędu, tymczasem Królewscy przegrali 3-4 i do ostatniego gwizdka drżeli o wynik, bo każda kolejna bramka rywala eliminowała ich z turnieju. W ćwierćfinale rywal był najgorszy z możliwych – Atlético Madryt. Drużyna Simeone w tym sezonie wygrywała przecież z Realem gdzie chciała i jak chciała. Tym razem aktualni mistrzowie Europy stanęli na wysokości zadania. Wprawdzie już wtedy kulała skuteczność i w 2 meczach zdobyli tylko 1 gola (Chicharito), ale to wystarczyło do awansu. Kolejny rywal wydawał się łatwy – włoski Juventus na pewno był w zasięgu madrytczyków, ale madrytczyków w dobrej formie, a ta już dawno gdzieś się ulotniła. Przegrana w Turynie i zaledwie remis w Madrycie. Dwa słabe mecze i koniec marzeń o finale. Nie tak miało być, ale z taką grą półfinał to i tak więcej niż się należało.

CARLO ANCELOTTI
Dla mnie to największe rozczarowanie sezonu 2014/2015. Trener, który rok wcześniej wygrał upragnioną Décimę, zupełnie sobie nie poradził w drugim roku pracy. Nie udźwignął tego. Zawiódł kompletnie w niemal każdym aspekcie swojej pracy, o czym wielokrotnie pisałem. Wprowadził rodzinną atmosferę, ale ta zupełnie nie sprzyja ciężkiej pracy. Włoch nie miał żadnego pomysłu na grę Królewskich. Wystawiał jeden skład, grał jednym ustawieniem, a słowo „taktyka” było mu zupełnie obce. Nie zadbał o zakup odpowiednich zmienników (a ci przydaliby się, gdy kontuzje dopadły czołowych graczy, co przecież zawsze może się zdarzyć, a dobry trener umie to przewidzieć i odpowiednio zareagować), zarazem zaniedbał formę tych, których miał do dyspozycji demotywując ich tekstami w stylu „BBC gra zawsze”. Nie potrafił zmusić piłkarzy do gry na 100%, do biegania przez cały mecz i pełnego zaangażowania. Nie przedstawił żadnej filozofii gry. Zabił słynne kontry Mourinho oferując schematyczne klepanie i bezproduktywne wrzutki. Jego Real nie miał stylu i nie dało się go z przyjemnością oglądać. Zwolnienie Włocha to najlepsza wiadomość dla fanów klubu, chociaż wielu z nich uważa tę decyzję za błąd. Może po prostu nie lubią dobrej piłki? Może nie chcą, by ich ulubieńcy grali nowoczesny, atrakcyjny futbol? Z Ancelottim to nie było możliwe. Carlo zaklinał rzeczywistość i nie wyciągał wniosków z własnych błędów. Po prostu ich nie zauważał. Gdyby nie to, Real na pewno nie zakończyłby rozgrywek z pustymi rękami.

Plus sezonu: James Rodríguez – absolutnie największe odkrycie minionych rozgrywek. Przyszedł jako przepłacona gwiazda mundialu, ale swoją pracą pokazał, jak wielkim jest piłkarzem. Znakomicie odnalazł się na nowej pozycji, ujął fanów wielką skromnością i uśmiechem, zaś jego statystyki mówią same za siebie: młody Kolumbijczyk mimo groźnej kontuzji, która na dwa miesiące wyeliminowała go z gry, zdobył aż 17 bramek i zanotował 18 asyst. To spektakularny wynik, ale jeszcze lepiej wyglądała gra młodego piłkarza.
Minus sezonu: Gareth Bale – brak formy Walijczyka jest niewytłumaczalny. Rok wcześniej był decydujący dla ofensywnych poczynań i wygranych tytułów Realu, teraz gubił się w dryblingach i był cieniem samego siebie. W liczbach to jeszcze nie wygląda tak tragicznie, jednak 17 bramek i 12 asyst to stanowczo za mało dla gracza tego formatu. Zwłaszcza, że zbiegło się to z eksplozją formy Neymara, z którym Gareth zawsze był i będzie porównywany. Brazylijczyk nie tylko strzelił 39 bramek, ale też efektownie mijał przeciwników jak tyczki podczas slalomu, podczas gdy Bale w pojedynkach irytował swą nieporadnością. Podobnym rozczarowaniem były występy Illarramendiego czy Jesé, olewanctwo Khediry czy wieczne kontuzje Coentr?o, jednak wybrać można tylko jednego gracza i tym był Bale. Zawiódł najbardziej, bo od niego wymagano najwięcej.

PODSUMOWANIE
Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Półfinał Ligi Mistrzów i drugie miejsce w lidze tuż za plecami Barcelony to wynik, który wiele drużyn brałoby w ciemno, ale w Madrycie to porażka. Dwa trofea (Superpuchar Europy i Klubowe Mistrzostwo Świata) nie zamydlą oczu, bo te wynikały z wygrania Ligi Mistrzów. I nie o te puchary chodziło. Nie z taką ekipą. Nie z tym potencjałem. Nie po takich oczekiwaniach. Niestety Real AD 2015 zbyt często miał dwie twarze, i to nieraz w jednym meczu. Miało być mistrzostwo Hiszpanii i obrona dominacji w Europie, a przy okazji Puchar Króla. Jak jesteś najlepszy – bierzesz wszystko. Madryt nie wziął nic, triplete zgarnęła Barcelona.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: