REAL MADRYT – Transferowa karuzela w cieniu mistrzostw

Real Maryt transfery 2014Podczas trwających mistrzostw nie zapominam o Realu Madryt i uważnie sledzę wszelkie newsy na temat możliwych wzmocnień Królewskich przed nowym sezonem. Większość wiadomości to jedynie plotki, niemniej w każdej plotce tkwi ziarnko prawdy, a ich analiza układa  się w dość logiczny obraz. Karuzela nazwisk łączonych z Realem Madryt co roku przyprawia o zawrót głowy, jednak ten rok ma jedną zasadniczą zmianę w stosunku do poprzednich: Królewscy wygrali Ligę Mistrzów i nie mają wielkiego parcia na zmiany. Już na pewno nie jest ich orędownikiem Carlo Ancelotti, który nade wszystko ceni sobie spokój i nie chce rozbijać mistrzowskiej grupy ani burzyć świetnych relacji w szatni, nad których wytworzeniem caly rok ciężko pracował. Jednak nawet ten wiecznie zadowolony ze wszystkiego i wszystkich człowiek zdaje sobie sprawę, że pewne drobne korekty są niezbędne. Tajemnicą poliszynela jest, że Real na gwałt potrzebuje kreatywnego, ofensywnego pomocnika oraz typowej dziewiątki – snajpera z prawdziwego zdarzenia, jakim nie był, nie jest i nigdy nie będzie Karim Benzema. Notabene – ciekawe, ile jeszcze sytuacji musi ten człowiek zmarnować, by ktoś to wreszcie zauważył. Francuz od lat jest pupilkiem prezesa i ma pełne wspracie trenera, więc Realu nie opuści, ale tak wielki klub nie może wciąż zależeć od ciągłych wahań jego formy. Podobnie jak nie może opierać całej gry w środku pola na Modriciu, a tak było w minionym sezonie, gdy Alonso był bardziej cofnięty, a Illarramendi nie grał w ogóle (tzn. grał, ale niewiele było z tego pożytku). Wprawdzie powrócił po kontuzji Khedira, lecz jego pozostanie w Madrycie nie jest pewne (i dobrze, bo to również nieco drewniany gracz), podobnie jak Di Maríi, rewelacji koncówki sezonu, który ponoć jasno i bez ogródek wyraża chęć odejścia. Szkoda by było tracić takiego zawodnika, który imponuje szybkością i efektownymi dryblingami, jednak jestem zdania, że w Realu powinni grać tylko ci, którzy chcą i dla których reprezentowanie barw najlepszego klubu świata ma fundamentalne znaczenie. Wiadomo, że istnieją kluby nieprzestrzegające finansowego fair play, kupione przez szejków czy rosyjskich oligarchów, które psują rynek i płacą astronomiczne kwoty piłkarzom (gdzie jest w tym wszystkim  UEFA?), gotowe zaoferować graczom Realu lepsze kontrakty. Jeśli więc Argentyńczyk rzeczywiście czuje się tak niedoceniony w Realu i liczy się dla niego tylko kasa (a przecież nowy 5-letni kontrakt podpisał 2 lata temu), to wolna droga. Trochę szkoda, ale na pewno znajdą się godni następcy.
   Trwa mundial i Real zwleka z wszelkimi ustaleniami do jego zakończenia. Jednak inni nie próżnują, zwłaszcza Barcelona zbroi się na potęgę i do nowego sezonu przystąpi znacznie silniejsza, z nowym trenerem, nowymi zawodnikami i nowym entuzjazmem, porównywalnym do tego za czasów Guardioli. Rok temu uprzedziła Królewskich w walce o Neymara (co ostatecznie wyszło na zdrowie, bo za to mamy Bale’a), teraz wygląda na to, że sprzątnie im sprzed nosa Luisa Suáreza, który już ponoć wszystko z Katalończykami ustalił. Nie ukrywam, że jestem wielkim fanem jego talentu i nie zmienią tego wampirze skłonności Urugwajczyka. Nawet jeśli ma na tym tle pewne problemy, jego umiejętności piłkarskie pozostają wielkie. To najlepszy piłkarz poprzedniego sezonu i jeśli dołączy do Messiego i Neymara (a jak świetnie grają obaj ci panowie – widzimy na mundialu), Barcelona będzie miała atak marzeń. Liczyłem, że Suárez zastąpi Benzemę w Realu, bo jest typową dziewiątką i właśnie w Madrycie potrzeba tak dynamicznego gracza, jednak wygląda na to, że wzmocni odwiecznego rywala Los Blancos, a w Madrycie nietykalny Francuz dalej będzie denerwował swą nieporadnością. Jest jednak we wspomnianej karuzeli inne nazwisko, które wywołuje podobne emocje – Kolumbijczyk Radamel Falcao, który podobno marzy o grze w Realu (to wystarczający argument), to zawodnik o zbliżonej charakterystyce i podobnych umiejętnościach. Teraz, gdy wyleczył kontuzję, jego transfer do Madrytu byłby wspaniałą odpowiedzią na wzmocnienia Barcelony. Tylko że Ancelotti uparcie twierdzi, że ma Benzemę i nie potrzebuje napastnika. No cóż… Pomijając kwestie nieporadności Francuza – co, jeśli dozna kontuzji? Kto wtedy zagra w ataku?
   Sporo mówi się też o innych dynamicznych graczach. Najbardziej ucieszyło mnie zainteresowanie 19-letnim Raheemem Sterlingiem – to mój ulubiony zawodnik Liverpoolu (obok Suáreza), jednak trudno ocenić, ile jest w tym prawdy, a ile dziennikarskich wymysłów. Chyba więcej tego drugiego, chociaż nie ulega wątpliwości, że inwestowanie w młodych zawodników to najlepsza możliwa opcja. Tylko że, jak wspomniałem, konserwatywny Ancelotti opowiada się za pozostawieniem tridente BBC i nie chce kolejnego cracka (no bo dlaczego miałby chcieć, by Real strzelał więcej goli? albo by Benzema miał konkurenta, który zmusiłby go wiekszego wysiłku?). Trudno mi to zrozumieć, ale skoro trener wygrał dla Królewskich Ligę Mistrzów, trzeba szanować jego wybory. Tylko że pojawia się szansa zdobycia 6 trofeów i z obecną kadrą nie jest to możliwe. Nie tylko ze względu na chimeryczność Francuza, lecz także zmęczenie materiału – Real potrzebuje mocnych, pełnowartościowych zmienników na wypadek kontuzji czy spadku formy podstawowych graczy. Trzymam kciuki za Falcao, zaś o młodym Angliku można raczej zapomnieć, bo Liverpool też chce coś ugrać w przyszłym sezonie. Bardziej prawdopodobne od Sterlinga wydaje się pozyskanie innej młodej gwiazdy mundialu, Kolumbijczyka Jamesa Rodrígueza z AS Monaco, który również ponoć od dawna marzy o Realu. Zawodnik strzelił już 5 bramek i mógłby świetnie uzupełniać się z Falcao, jednak zaporowa cena może nieco ostudzić zapał Florentino Péreza. Mówi się o wymianie na Di Maríę, bo obu zawodników (oraz Falcao także) reprezentuje ten sam agent Jorge Mendes. Poczekamy, zobaczymy. Nie mam jednak wątpliwości, że przyjście Sterlinga czy Rodrígueza znacząco wzmocniłoby siłę ataku królewskiego klubu. Jednak w kontekście wszystkich wielkich nazwisk trzeba pamiętać, że każda drużyna niechętnie wyzbywa się swoich gwiazd.
   Pozostaje jeszcze kwestia ofensywnego pomocnika. Na karuzeli najczęściej pojawiały się nazwiska Pogby z Juventusu, Kroosa z Bayernu i Verrattiego z PSG, który jest faworytem Carletto. Początkowo wymieniany był też Rakitić, który świetnie współpracowałby z Modriciem, podobnie jak w reprezentacji Chorwacji, ale tu Barcelona była szybsza i pozyskała pomocnika Sevilli, a i on sam wolał Camp Nou od Bernabéu. Podobno rozmowy z Kroosem są bardzo zaawansowane, jednak do końca mundialu nie ma szans na ich finalizację, trzeba więc cierpliwie czekać i niekoniecznie wierzyć we wszystko, co ktoś gdzieś napisał. Prawdziwe negocjacje toczą się w zaciszu gabinetów i żaden dziennikarz nie ma do nich dostępu. Ja tylko mam nadzieję, że transfery Realu nie będą się tak ciągnąć, jak w poprzednim roku, bo nowi zawodnicy muszą się szybko zgrać z zespołem i w pełni uczestniczyć w pretemporadzie, ponieważ już w sierpniu wazne spotkania, po których madrycka drużyna ma szansę dołożyć dwa trofea do swojej bogatej kolekcji.
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: