JACK BRUCE Silver Rails

Jack Bruce Silver Rails recenzjaJACK BRUCE
Silver Rails
2014

14 maja swoje 71 urodziny obchodził Jack Bruce, jedna z kultowych postaci brytyjskiego rocka. Był kompozytorem, wokalistą i basistą grupy Cream i choćby tym faktem na zawsze zapisał się w historii muzyki. Oczywiście daleko mu do popularności kolegi z zespołu Erica Claptona i w zasadzie po rozwiązaniu Cream nie stworzył niczego wielkiego, ale ten kilkuletni epizod zaważył na jego karierze. Grywał z największymi, a i jego solowa dyskografia budzi szacunek, nawet jeśli ilość nie przełożyła się na jakość. Od 11 lat milczy i gdy wydawało się, że Szkot udał się na zasłużoną emeryturę, niespodziewanie wydał nowy album nagrany w słynnych Abbey Road Studios.
   Boję się powrotów legenadrnych muzyków w podeszłym wieku. To nie zawsze wychodzi, a zachwycanie się na siłę z racji bogatej przeszłości artysty nie leży w mojej naturze. Dlatego odpuściłem recenzję płyty Paradise Filter grupy Caravan, bo niewiele dobrego moglem napisać, a za zasługi punktów nie daję. Z Jackiem Brucem jest o tyle łatwiej, że solowo nie tworzył rzeczy wielkich, a dla prawdziwego bluesmana wiek nie ma znaczenia. Jaka jest więc jego nowa muzyka? Ładna, stylowa, bez fajerwerków ale i bez poważnych wpadek. Dokładnie taka, jak przystało na doświadczonego muzyka w słusznym wieku. Większość utworów to delikatne, kameralne ballady i choć nie warto ich rozkładać na czynniki pierwsze, trzeba wspomnieć o tych najlepszych: Reach For The Night z genialnymi hammondami i solem na saksofonie, Don’t Look Now z floydowską gitarą i podobnym w charakterze refrenem, wreszcie wyciszonej, zaśpiewanej przy akompaniamencie fortepianu Industrial Child. Z kolei w pełnym przesterowanej gitary Drone Jack przypomniał, że oprócz bluesa w jego muzyce były czasem obecne elementy jazzu i fusion. A reszta? Reszta  po prostu jest, już o niej zapomniałem.
   Powrót Jacka Bruce’a się udał. Płyta Silver Rails nie powala na kolana, jednak nikt chyba tego nie oczekiwał. Jest dość solidna, obok kompozycji przecięnych i nijakich zawiera 3 czy 4 przynajmniej na chwilę zapadające w pamięć, do których warto powrócić, a jeśli ktoś w międzyczasie przysnął, obudzi go hardrockowy wręcz finał albumu – ciężki riff utrzymanego w średnim tempie No Surrender przypomina o korzeniach artysty i wypada tylko żałować, że taki mocarny kawałek jest tylko jeden. Może wtedy dałbym gwiazdkę więcej.
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: