ATHLETIC-REAL 1-1 Zmarnowana szansa w Bilbao

Athleti Bilbao Real 1-1 San Mames   Po kilku meczach ze słabeuszami przyszedł czas na prawdziwy test – Real pojechał do Bilbao, by zmierzyć się z gospodarzami na niezdobytym w lidze nowym stadionie San Mamés. Na 11 spotkań ligowych Athletic wygrał tu 9 (w tym z Barceloną), a 2 zremisował. Uległ tylko Atlético w Pucharze Króla. Zwyciężając z Baskami Los Blancos mieli szansę przegonić w tabeli Barcelonę, która niespodziewanie przegrała z Valencią. Real zaczął z animuszem, ale jego przewaga trwała… 2 minuty. Przez pozostałą część 1 połowy dominowali gospodarze, choć to chyba zbyt skromne określenie boiskowych wydarzeń. Real był kompletnie bezradny. Wprawdzie bronił się dzielnie, ale co z tego, skoro nie potrafił wyjść z własnej połowy, a jeśli już to praktycznie za darmo oddawał piłkę rywalowi. Zawodnicy z Bilbao byli znacznie szybsi, dużo lepsi technicznie, grali z fantazją i pomysłem. Walczyli jak lwy o każdą piłkę, a imponujący pressing na połowie Realu uniemożliwiał gościom wyprowadzanie akcji. Tym bardziej, że celność podań, jak zwykle u madrytczyków, pozostawiała wiele do życzenia. Królewscy mogą dziękować opatrzności, że do przerwy nie przegrywali, bo Athletic miał co najmniej 2 stuprocentowe okazje do objęcia prowadzenia lecz zawodnicy nie potrafili trafić w bramkę i wykorzystać swej ogromnej optycznej przewagi. Na tle dobrze ułożonego rywala wyszło na jaw wszystko to, co szwankuje w drużynie Ancelottiego. Słaby, przegrywający pojedynki Benzema, zwalniający grę Marcelo, bezradny Cristiano, zbyt wiele dryblujący Di María – w efekcie Real nie oddał ani jednego celnego strzału na bramkę Iraizoza. Przykro było patrzeć na tę mizerię najdroższych piłkarzy świata.
   W przerwie trener musiał powiedzieć swoim piłkarzom kilka gorzkich słów, bo w drugiej odsłonie Real zaczął wreszcie grać w piłkę. Byliśmy świadkami prawdziwej wymiany ciosów. Nieco zmęczeni gospodarze już tak nie dominowali, a Królewscy przeprowadzali coraz śmielsze akcje. Groźny strzał oddał Benzema, a w 65 minucie błąd gospodarzy wykorzystał Jesé, oddając w trudnej pozycji skuteczny strzał po świetnym zagraniu Cristiano Ronaldo. Przez kilka minut było naprawdę dobrze. Wtedy to perfekcyjnym, mocnym uderzeniem popisał się wprowadzony chwilę wcześniej Ibai Gómez i wyrównał wynik spotkania. W 75 minucie po przepychance w polu karnym i sprytnej symulce Gurpegiego dyskusyjną czerwoną kartkę dostał Cristiano Ronaldo i trudno było oczekiwać, że Real wygra ten mecz. Przez ostatni kwadrans obserwowaliśmy powtórkę z 1 połowy – świetne akcje Athletiku i niezdarne ataki madrytczyków. Wynik nie uległ zmianie, co należy uznać za sukces, bo Baskowie byli piłkarsko znacznie lepsi od Realu. Apetyty były większe, bo przecież Blancos wygrali 8 kolejnych spotkań z Athletikiem, i to dość wysoko (3 ostatnie mecze w Bilbao po 3-0). To jednak historia – dzisiaj drużyna Ernesto Valverde jest świetnie poukładana, gra futbol totalny, szybki, dokładny i pomysłowy, stosuje pressing na połowie rywala i atakuje kilkoma zawodnikami. Zupełnie inaczej niż Królewscy, którzy zwalniają grę, odpuszczają środek pola, a w ataku mają tylko 2 lub 3 zawodników. To za mało. Wielokrotnie López łapał piłki i nie miał komu ich zagrać, by uruchomić szybką kontrę. Ile razy osamotniony skrzydłowy nie miał komu podać, bo koledzy nie wychodzą na pozycję? Jakże często zawodnik holuje piłkę zamiast ją od razu zagrać. W ten sposób zwykle ją traci przy kolejnym niepotrzebnym dryblingu lub zostaje sfaulowany – efekt zawsze ten sam: przerwany atak i zmarnowana szansa na kontrę. To abecadło piłkarskie i drużyna, która źle się czuje w ataku pozycyjnym, powinna grać zupełnie inaczej. To błędy, o których piszę od dawna, niestety wciąż powielane. Panowie zachwyceni rekordem 8 meczów bez straty bramki zapomnieli, że trzeba też je strzelać, naciskać rywala, nie dać mu odetchnąć. Athletic dzisiaj pokazał, jak to należy robić, a szansa na przegonienie Barcelony minęła. Trzeba poczekać na kolejną. Jednak aby ją wykorzystać, Real musi zacząć zwyciężać w meczach z silnymi rywalami (a jak dotąd przegrał i z Barceloną, i madryckim rywalem zza miedzy), bo sezon wkracza w decydującą fazę, gdzie już nie ma Kopciuszków. Za 3 dni półfinał Copa del Rey, w którym już czeka Atlético Madryt – nowy lider Primera Division, który na San Mamés potrafił wygrać.
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: