ELEVATOR Winda

Elevator Winda recenzjaELEVATOR
Winda

2011, USA
thriller, reż. Stig Svendsen

Nakręcenie ciekawego i trzymającego w napięciu filmu o grupie ludzi zamkniętych w windzie jest sporym wyzwaniem dla reżysera, ale przede wszystkim dla scenarzysty. Jeśli historia jest słaba, sprawna reżyseria nic nie pomoże. Dokładnie z takim przypadkiem mamy do czynienia w przypadku filmu mało znanego norweskiego reżysera o odkrywczym tytule Winda. Jego wizja idealnie wpisuje się w schemat. Mamy więc 9 osób uwięzionych w windzie, reprezentujących przekrój amerykańskiego społeczeństwa. Jest milioner z mało rozgarniętą wnuczką, starsza pani pokrzywdzona przez kryzys, facet w rozmiarze XXL, para planująca ślub, ochraniarz o arabskim rodowodzie, upierdliwy komediant cierpiący na klaustrofobię i młoda laska sikająca do torebki (!) w sytuacji stresowej. Żeby było ciekawiej – jest też podłożona przez szaleńca bomba, która ma za chwilę wybuchnąć. Jak zwykle w tego typu sytuacjach dowiadujemy się sporo o niechlubnej przeszłości pasażerów, bo przecież czekanie na śmierć w windzie to najlepszy moment i miejsce do upubliczniania niewygodnych faktów. Właściwie o fabule nie mogę więcej napisać, by nie zdradzać zakończenia, jeśli ktoś jednak zdecydowałby się zmarnować godzinę swego życia na ten bezsensowny film. Gdy ochraniarz oznajmił, że padła mu bateria w krótkofalówce (to jak się przygotował do służby?), obawiałem się, że telefony obowiązkowo stracą zasięg. O dziwo tak się nie stało –  wszystko działa nawet lepiej niż dobrze. XXI wiek. Po chwili w telewizji jest już relacja, a jeden z uwięzionych na swoim telefonie (smarfonie? blackberry? whatever) odtwarza świetnej jakości przekaz akurat w momencie, gdy jest wywiad z zamachowcem, który miłosiernie przyznał się do skonstruowania ładunku i wyjawił szczegóły eksplozji. Co za idiotyzm. Potem jest jeszcze lepiej. Byłaby to niezła komedia, gdyby nie robiono tego na poważnie. Thriller to raczej nie jest, bo emocji nie ma, wynurzenia pasażerów prowadzą donikąd, absurd goni absurd (zwłaszcza w finale), a na końcu widz dostaje figę z makiem – wątki nie są dokończone, a przekaz żaden. Chyba, że chodziło o pokazanie, że w razie zagrożenia ludzie są równi, a bogactwo znaczy tyle co nic. Ale tyle to wiemy i bez tego seansu. Ewentualnie drugi wniosek – nie należy zbyt dużo jeść. To również wiemy.
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: