JOE BONAMASSA Driving Towards The Daylights

Joe Bonamassa Driving Towards The Daylights recenzjaJOE BONAMASSA
Driving Towards The Daylights
2012

Joe Bonamassa? Kto to w ogóle jest? Zadajcie pytanie na ulicy, a nikt nie odpowie. Ten 35-letni amerykański gitarzysta i wokalista bluesowy, charakteryzujący się surowym, chrypkim głosem i znakomitą pod względem technicznym grą, został uznany przez Guitar One Magazine za najlepszego gitarzystę swego pokolenia. Nie wierzycie? Posłuchajcie jego najnowszej płyty. Zresztą mniejsza o etykietki. Facet po prostu ma w sobie to coś. Mocne, mięsiste brzmienie, bluesowy feeling, odpowiedni poziom własnych i artyzm interpretacji cudzych kompozycji. Tylko tyle i aż tyle. Joe Bonamassa pracuje bez przerwy, nagrywa równie często, ale co najważniejsze – nie cierpi na tym jakość jego muzyki. W 2012 roku wydał płytę solową i koncert na DVD oraz album z formacją Black Country Communion, w której występuje u boku m.in. Glenna Hughesa i Jasona Bonhama (syna legendarnego perkusisty Led Zeppelin). Całkiem niezłe tempo. A rok wcześniej było tego jeszcze więcej.
Driving Towards The Daylights, zgodnie okrzyknięte najbardziej bluesowym albumem Bonamassy od premiery Blues Deluxe w 2003 roku (sam Joe tak twierdził), to solidna porcja prawdziwego, dojrzałego rocka wyrastającego z korzeni klasycznych, bluesowych brzmień. Bonamassa sięga do klasyki bardzo często, bo na płycie znajdziemy tylko trzy jego autorskie kompozycje, ale te wcale nie odstają od reszty. Przeciwnie – otwierająca krążek Dislocated Boy z hardrockowym riffem gitarowym należy do najlepszych w zestawie. A przecież jest w czym wybierać. Artysta postanowił oddać hołd legendarnym twórcom bluesowym, z Williem Dixonem, Howlin’ Wolfem i przede wszystkim Robertem Johnsonem na czele. Jego interpretacje stanowią wzorzec współczesnego bluesa – są porywające, jedyne w swoim rodzaju i starym klasykom dodają nowego blasku. Aby uzyskać brzmienie bliższe oryginału, Bonamassa użył do nagrywania płyty gitar z lat 50. i 60. Efekt naprawdę robi wrażenie. Zeppelinowski w klimacie klasyk Roberta Johnsona, największego z wielkich legend bluesa, Stones In My Passway, z brudną, przesterowaną gitarą, brzmi naprawdę niewiarygodnie. Podobnie Who?s Been Talking? Howlin’ Wolfa, którego oryginalny głos słyszymy na początku nagrania. Świetnie wypada ozdobiony wspaniałymi solówkami gitarowymi cover ciężkostrawnego w oryginale utworu Toma Waitsa New Coat Of Paint, podobnie jak rozciągnięta do 7 minut wersja Lonely Town Lonely Street Billa Withersa. Nie mogło zabraknąć hołdu dla współczesnego bluesowego mistrza z Irlandii, zmarłego w 2011 roku Gary’ego Moore’a – przepiękna ballada A Place In My Heart Berniego Marsdena, przywodząca na myśl jeden z największych klasyków Moore’a Still Got The Blues, jest chyba najlepszym utworem na całym albumie. Wymieniłem tylko niektóre z nich, ale zapewniam, że każdy z pozostałych jest równie znakomity i godny uwagi. Driving Towards The Daylights to bezsprzecznie jedna z rockowych pereł 2012 roku. Słuchałem jej wielokrotnie i zawsze z taką samą przyjemnością.
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: