HOBBIT: AN UNEXPECTED JOURNEY Hobbit: Niezwykła podróż

Hobbit Unexpected Journey Niezwykła podróż recenzjaHOBBIT: AN UNEXPECTED JOURNEY
Hobbit: Niezwykła podróż

2012, USA, Nowa Zelandia
fantasy, reż. Peter Jackson

Czy można oceniać ekranizację Hobbita – najnowsze dzieło Petera Jacksona, reżysera Władcy Pierścieni, bez odniesienia i porównania do słynnej trylogii? Moim zdaniem nie. Zresztą dystrybutorzy zaznaczają na każdym plakacie, że to film reżysera Władcy Pierścieni, bo może ktoś nie wie i nie pójdzie. Poza tym obie historie mają wspólnych bohaterów i to samo miejsce rozgrywania akcji. Jednym słowem – porównań nie da się uniknąć, nawet jeśli Hobbit był trochę inną, delikatniejszą, mniej mroczną książką. Jednak Peter Jackson poszedł na całość i zaproponował widzom kolejną trylogię, chociaż materiał wyjściowy był tym razem o wiele krótszy. Dlaczego miałby zarobić raz, skoro można trzy razy? Proste i oczywiste. Nie oceniając motywów wyrażę jedynie podziw dla reżysera, że z tak krótkiej powieści potrafił stworzyć tak długie i zapierające dech w piersiach widowisko.
Hobbit Unexpected Journey Niezwykła podróż recenzja
   Widowisko – to jest najlepsze słowo podsumowujące film Hobbit: Niezwykła podróż, pierwszą część trylogii opartej na książce Tolkiena. I chyba dokładnie tego wszyscy oczekiwaliśmy. Czy ktoś spodziewał się, że Jackson poprowadzi opowieść inaczej niż w poprzedniej trylogii? Dlaczego miałby to robić, skoro odniósł niesamowity sukces? Jego wizja Śródziemia zachwyciła cały świat, a przecież Hobbit to nic innego tylko wcześniejsze przygody tych samych bohaterów. Nie wszystkich rzecz jasna, ale miłośnicy Władcy Pierścieni poczują się jak u siebie w domu. Również i tutaj obserwujemy wyprawę grupy śmiałków, tylko może w nieco mniej szczytnym celu – 13 krasnoludów pod wodzą Thorina (Richard Armitage) wraz z hobbitem Bilbo Bagginsem (Martin Freeman) i czarodziejem Gandalfem wyrusza odzyskać Samotną Górę, należącą niegdyś do kransnoludów, obecnie opanowaną przez Smauga – największego ze smoków. Historia jak historia, nie ma sensu dłużej się nad nią rozwodzić, bo w końcu to bajeczka i tylko tak trzeba na to patrzeć. Pominę więc absurdalność tego pomysłu (że 13 krasnali pokona wielkiego smoka, który wcześniej spalił miasto i wygrał walkę z całą armią) i niepotrzebny trud dalekiej podróży (Gandalf mógł im przecież załatwić podwózkę pod samą górę na wielkich orłach, które uratowały ich z opresji i nie wiadomo czemu zostawiły na szczycie innej góry), i skupię się na aspekcie wizualnym. Tutaj jest idealnie. Hobbit: Niezwykła podróż to cyfrowy majstersztyk. Nie gorszy, a momentami wręcz lepszy od Władcy Pierścieni. Wizja Śródziemia poraża widza od pierwszej do ostatniej minuty. Nie można było zrobić tego lepiej. Świetna praca kamery, porywające sceny walk, dbałość o każdy detal. Dokładnie tego oczekiwałem, a jednak nadal nie mogę wyjść z podziwu. Dzięki temu mimo rozwlekłej fabuły (tempo akcji jest dość wolne) ogląda się to znakomicie i nie sposób się nudzić. Tym bardziej, że dzieje się znacznie więcej niż w pierwszej części Władcy Pierścieni – porównując ludzie zapominają, że tam główna akcja miała miejsce w drugiej i trzeciej części. W przypadku Hobbita mamy dopiero pierwszą odsłonę, jesteśmy więc w przedsionku opowieści, a już za nami fantastyczna walka z trollami, potyczki z wargami i orkami pod wodzą wielkiego Azoga, wizyta w podziemnym królestwie goblinów (wizualne mistrzostwo świata) i znakomita scena pojedynku słownego Bilbo z Gollumem. Pokazuje, jak Baggins wszedł w posiadanie magicznego pierścienia i stanowi doskonałe wprowadzenie do trylogii sprzed 10 lat.
Hobbit Unexpected Journey Niezwykła podróż recenzja
   Rozpisałem się, ale każdy film Jacksona to wydarzenie medialne, a na Hobbita czekaliśmy kilka lat, od kiedy tylko było wiadomo, że powstanie. Warto było. Czy ten obraz ma wady? Oczywiście, że tak. Nie każdemu przypadnie do gustu sama historia, bo w końcu idą, idą, idą i dojść nie mogą. Czarodziej mógłby im wyczarować lepszy transport, ale wtedy nie byłoby filmu. Nie da się Hobbita dobrze odebrać, jeśli zapomnimy, że to w sumie bajeczka dla dzieci. Dlatego nikt nie może zginąć, a mali bohaterowie nie tylko uchodzą z życiem, ale wychodzą praktycznie bez szwanku z każdej, nawet najbardziej nieprawdopodobnej sytuacji. Mnie to trochę denerwowało, ale w końcu ruszają na wielkiego smoka, więc nie mogą ich zabić byle trolle czy gobliny. Ale pominąwszy naiwność opowieści trudno doszukać się błędów czy niedopatrzeń. Hobbit: Niezwykła podróż to wielkie, wspaniałe, nakręcone z dużym rozmachem widowisko, pełne nowoczesnych efektów (szczególnie polecam seans trójwymiarowy) i poparte dobrą grą aktorską (na deser dostajemy nieoczekiwany udział 90-letniego Christophera Lee, który karierę aktorską zaczynał w latach… 40-tych ubiegłego wieku). Na pewno nie zawiedzie miłośników Władcy Pierścieni, którzy odnajdą ten sam klimat, tę samą (momentami) muzykę i wielu starych znajomych. Główną wadą filmu Jacksona jest brak elementu zaskoczenia, co było siłą napędową poprzedniej trylogii, ale to już nie wina reżysera. Po prostu idąc na seans wiemy, jak wygląda Śródziemie i jak perfekcyjnie Jackson potrafi je odwzorować. Wiemy i dlatego nie do końca potrafimy docenić to, co widzimy. Ja doceniłem – bo takiego właśnie widowiska oczekuję od kina i dlatego mogę wystawić tylko najwyższą notę.
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: