LAW ABIDING CITIZEN Prawo zemsty

Law Abiding Citizen Prawo zemsty recenzja Butler FoxxLAW ABIDING CITIZEN
Prawo zemsty

2009, USA
thriller, reż. F. Gary Gary

altaltaltaltalt

Jak wiele było świetnych filmów z zepsutą końcówką? Można by wymieniać bez końca. Podobnie jak filmów o szukaniu sprawiedliwości na własną rękę. Tak właśnie robi Clyde Shelton (Gerard Butler), którego rodzinę okrutnie zamordowano, zaś prowadzący sprawę prokurator Nick Rice (Jamie Foxx) obniżył wyrok zabójcy w zamian za zeznania obciążające wspólnika. Po 10 latach, gdy morderca odzyskuje wolność, Shelton rozpoczyna niebezpieczną grę, mającą na celu wyeliminowanie wszystkich zamieszanych w niesprawiedliwy proces. Po zamordowaniu przestępcy przyznaje się do winy, by następnie z więzienia kierować kolejnymi zaskakującymi ruchami starannie obmyślonej zemsty.
   Motyw mściciela zabijającego bezkarnych bandziorów nawiązuje do Życzenia śmierci z Charlesem Bronsonem z 1974 roku. Zresztą ten klasyk miał wielu naśladowców. Aż dziw bierze, jak łatwo w Ameryce prawie każdy ojciec skrzywdzony przez los i oszukany przez system, sam wymierza sprawiedliwość, stając się bezduszną i niezwykle sprawną maszyną do zabijania, chociaż wcześniej był tylko spokojnym i stonowanym ojcem rodziny. Jednak o ile Paul Kersey Bronsona przemieniał się powoli i przeżywał ogromne rozterki, o tyle Clyde Shelton jest chodzącym mózgiem, ma wszystko zaplanowane i zapięte na ostatni guzik. Gerald Butler, którego pomysłowość bije na głowę innych tego typu bohaterów (myślę, że MacGyver czy sam James Bond mogliby się od niego wiele nauczyć), akurat świetnie pasuje do tej roli – zagrał tak sugestywnie, że aż zaskarbił sobie sympatię widza, a jest przecież nikim innym jak tylko psychopatą o rozbujałym ego, mordującym w wymyślny (zbyt wymyślny, groteskowy wręcz) sposób w imię wyższego dobra. Zamierza zdemaskować obłudę całego systemu prawnego, którego przedstawiciele dogadują się z przestępcami zamiast ich bezwzględnie karać. Tylko że chce to osiągnąć mordując innych. Czy można zabijać przestępców udpodabniając się do nich? Czy na pewno cel uświęca środki?
   Przyznam, że mam duży problem z jednoznaczną oceną tego filmu. Właściwie nie jest przewidywalny, trzyma cały czas w napięciu, zaskakuje zwrotami akcji (scenariusz napisał Kurt Wimmer, twórca takich dzieł jak Rekrut, Królowie ulicy, Equilibrium, Salt), więc posiada cechy dobrego thrillera. Świetna konstrukcja postaci i znakomita gra aktorska Butlera (Foxxa też), dodatkowo wzmacniają przekaz reżysera (mającego na koncie m.in. Desperatki, Negocjatora czy wspaniałą Włoską robotę). Ale choć świetnie się go ogląda, zaś tempo opowieści maskuje scenariuszowe niedoróbki i przegięcia, to jednak tych ostatnich jest stanowczo za wiele. Nie będę ich wymieniał, bo miejsca nie starczy, powiem tylko, że cierpi na tym realizm opowieści. Ale za to jest bardzo efektownie. Podobnie jak w samej końcówce, która jest typowo amerykańska i niestety psuje budowany przez prawie dwie godziny efekt. Kompletny brak logiki i w ogóle pomysłu na rozwiązanie tej skomplikowanej sytuacji. Szkoda.
   Mimo tego narzekania gorąco polecam ten film. Obnaża znane grzechy wielu sądów, w których niekompetentni ludzie bardziej dbają o statystyki niż o wymierzanie sprawiedliwości. W trochę przerysowany sposób pokazuje, co każdy człowiek chciałby zrobić w obliczu krzywdy, jaka go spotkała ze strony sądu. Jak wiele jest takich przypadków chyba nie muszę mówić. Niestety, w zderzeniu z tą bezduszną machiną jesteśmy kompletnie bezsilni.
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: