JANE Together

Jane Together recenzja R2RJANE
Together
R2R Rock To Remember tocokocham.com1972

altaltaltaltalt
R2R

Jane to kolejna niemiecka grupa rockowa zaliczana do nurtu krautrocka, skupiona wokół dwóch ważnych postaci: gitarzysty Klausa Hessa i wokalisty Bernda Pulsta. Jej muzykę określano mianem symfonicznego hard rocka, ale to chyba zbytnie uproszczenie. Zresztą jakiekolwiek etykietki nie są tu potrzebne. Również zarzuty o naśladowanie Pink Floyd były raczej na wyrost. Zamiast szukać dziury w całym lepiej delektować się muzyką z debiutanckiej płyty Together. A naprawdę jest czym. Lekko bluesowy klimat, rozciągnięte solówki Hessa (facet momentami po prostu wymiata), gęste brzmienie organów Hammonda. Może nie każdemu przypadnie do gustu wokal (Pulst ma nieco złowieszczą barwę głosu), ale przynajmniej zbytnio nie kaleczy angielskiego, co było zmorą wielu niemieckich grup. Zresztą nie ma się co wsłuchiwać w śpiew i teksty, bo niewiele tu śpiewu, za to dużo bajkowego grania. Poruszającego do bólu, psychodeliczno-bluesowego podlanego hardrockowym sosem. Długie rozbudowane utwory obiecują wiele – zespół nagrywający 10-minutowe kompozycje ma zwykle słuchaczowi do przekazania znacznie więcej niż tylko trzy zwrotki i refren. I tak rzeczywiście jest. Otwierający całość Hangman (8 minut), genialny Spain (12 minut) czy ostatni Hangman (ponad 9 minut) to pokazy rzadkiej wirtuozerii. Każdy z nich to małe rockowe arcydzieło. A są jeszcze trzy inne kompozycje, również dobre, zwłaszcza Wind. To naprawdę rockowe rzemiosło najwyższej próby.
   Większość zespołów ma swoją płytę wizytówkę – ten jeden najlepszy album, na którym muzycy osiągnęli szczyt możliwości. Bardzo często jest to krążek debiutancki, który zwykle zawiera kompozycje dopracowane, grane przez grupę wiele lat na koncertach, nie pisane w ostatniej chwili na kolanie. Jane nagrał jeszcze wiele płyt, ale żadna nawet nie otarła się o poziom debiutu. Jeśli jednak Together kogoś zainspiruje do sięgnięcia głębiej, polecam jeszcze Jane III z 1974 roku, Lady Jane z 1975 oraz koniecznie koncert At Home z roku 1976.
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: